Chcesz wyrazić swoje zdanie na temat Zagłębia Lubin? Napisz artykuł, felieton lub komentarz i wyślij na adres redakcja@zaglebie.kghm.pl
Transmisja z meczów Zagłębie Lubin tylko na antenie Radia Wrocław na częstotliwości 102,3 FM.

Jestem legendą
dodano: 04.12.09 r. kategoria: Klub
Choć cały czas, i to z dobrym skutkiem, gra w piłkę, śmiało można zaliczyć go w poczet klubowych legend. Był dla Zagłębia Lubin kimś wyjątkowym. Jego brak odczuwalny jest właściwie do dziś. W piątek wraz z warszawską Legią przyjeżdża – po raz pierwszy – na Dialog Arena, by pokonać klub, któremu on wiele zawdzięcza, ale który równie wiele zawdzięcza jemu.





Popularny "Ajwen" rozpoczynał swoją karierę w Omagu Oświęcim. Mając osiemnaście lat postanowił spróbować swoich sił w krakowskiej Wiśle. Miał trenować pod Wawelem przez tydzień, lecz wrócił do domu już po trzech dniach. - To był dziwny wyjazd. Przydzielili mnie do zespołu o dwa lata młodszego. Nie wiem, może dlatego, że taki niski byłem. To był rocznik 1983, czyli bracia Brożkowie, Paweł Strąk. - dzielił się wrażeniami z pobytu w zespole "Białej Gwiazdy". Ostatecznie filigranowy zawodnik, poprzez Unię Oświęcim, trafił do zespołu Szczakowianki Jaworzno, która pod wodzą trenera Andrzeja Sermaka, byłego zawodnika m.in. Hutnika Kraków i GKS Katowice, miała ambitne plany awansu nawet do pierwszej ligi. Młokos idealnie wpasował się w drużynę, która najpierw wywalczyła awans na zaplecze ekstraklasy, a następnie po zwycięskich barażach nad Radomskiem, wkroczyła do krajowej elity. Przygoda Szczakowianki z pierwszą ligą trwała tylko rok, ale ten okres wystarczył, by kibice przekonali się o nietuzinkowych umiejętnościach filigranowego pomocnika. Imponował on wyszkoleniem technicznym, przeglądem pola, umiejętnością znakomitego dogrania piłki w tempo i wykonywaniem stałych fragmentów gry. - Oprócz tego wyróżniał się walecznością. Dlatego nazywałem go: Waleczny Iwanek - mówił opiekun reprezentacji olimpijskiej, Edward Klejndinst, który choć powoływał gracza z Jaworzna na zgrupowanie kadry, to jednak wielu szans na wykazanie się mu nie dawał. Później obaj panowie spotkali się w Lubinie.


W sezonie 2002/03 Maciej Iwański rozegrał w ekstraklasie dwadzieścia osiem spotkań, w których czterokrotnie trafił do siatki rywali. Interesowały się nim mocne kluby, z Legią Warszawa i Groclinem Grodzisk Wielkopolski na czele, jednak on został w Szczakowiance, która - mimo ujemnych dziesięciu punktów na starcie drugoligowych rozgrywek - miała ambicje rychłego powrotu do pierwszej ligi. Drużynę, jak na zaplecze ekstraklasy, miała wówczas znakomitą i przed dłuższy okres czasu liczyła się w walce o pierwszoligową promocję. Już jednak pod koniec sezonu 2003/04 drużyna z Jaworzna zaczęła przegrywać i ostatecznie z wielkich planów nic nie wyszło. Iwański jeszcze przez pół roku reprezentował barwy Szczakowianki. Stało się jasne, że tak dobry piłkarz dłużej w tym klubie nie może grać, gdyż zwyczajnie marnuje czas. Do wyścigu o podpis na kontrakcie znakomitego rozgrywającego stanęły Cracovia i Zagłębie Lubin. Maciej zdecydował się na lubiński klub i na pewno nie żałuje swojej decyzji. Wiosną 2005 roku, w wyniku różnych drobnych kontuzji, nie grał jeszcze na sto procent swoich możliwości, ale już w kolejnych rozgrywkach prezentował się wybornie. Zwłaszcza wiosną 2006 osiągnął świetną dyspozycję. Dzielił i rządził w środku pola Zagłębia, a wszyscy zastanawiali się, kiedy jego, jak również innych graczy "Miedziowych" Michała Chałbińskiego i Wojciecha Łobodzińskiego, formę dostrzeże selekcjoner Paweł Janas. Ostatecznie żaden z "Zagłębiaków" nie dostał szansy gry w koszulce z orzełkiem na piersi i mundial w Niemczech musieli oglądać w telewizji.


Sezon 2006/07 pomocnik rozpoczął równie dobrze. Już jednak po kilku kolejkach okazało się, że ulubieńca lubińskiej publiczności może zabraknąć w Zagłębiu. Ofertę wykupienia jego karty zawodniczej złożyli bowiem Turcy z Antalyasporu. Iwański był zdecydowany na przeprowadzkę, dostał również wolną rękę od klubu, jednak do przenosin nad Bosfor ostatecznie nie doszło, ponieważ Turcy nie byli w stanie przedstawić gwarancji bankowych, dowodzących, iż posiadają pieniądze na transfer. - Dzięki powrotowi do Polski zrobiłem dwa duże kroki do przodu: dostałem się do kadry i gram o mistrzostwo kraju - skomentował całą sytuację po upływie kilku miesięcy zawodnik.
I faktycznie, jeszcze w grudniu 2006 roku wraz z Łobodzińskim i Łukaszem Piszczkiem pojechał na zgrupowanie reprezentacji Polski w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie w starciu z drużyną gospodarzy (5:2) zaliczył asystę. Dwa miesiące później, podczas meczu w hiszpańskim Jerez z reprezentacją Estonii (4:0) strzelił swoją pierwszą bramkę w zespole narodowym. Ostatni występ w narodowej drużynie zanotował w spotkaniu z Rosją (2:2). Później wypadł z kręgu zainteresowań selekcjonera, mimo iż nadal imponował świetną formą. W mistrzowskim sezonie zapisał na swoje konto 29 występów, w których zdobył 6 goli. Równie dobrze spisał się w kolejnych rozgrywkach, w których zdobył dziesięć goli i jako niekwestionowany lider drużyny powiódł ją do piątego miejsca w tabeli. To właśnie Maciek zdobył zwycięską bramkę w ostatnim meczu z Koroną Kielce (1:0). To był jednocześnie ostatni gol strzelony na stadionie GOS.


Niestety, po karnej degradacji Zagłębia do I ligi stało się jasne, że lider odejdzie. 20 czerwca 2008 Iwański podpisał dziś kontrakt z wicemistrzem Polski, Legią Warszawa. – Zrobiliśmy wszystko, by zatrzymać Maćka w Lubinie. Zawodnik jednak podjął decyzję o odejściu, a my nie chcemy blokować mu drogi do piłkarskiego rozwoju – mówił ówczesny Prezes Zagłębia, Paweł Jeż. „Ajwen” został sprzedany do Legii za 650 tysięcy euro, co jest najwyższą sumą w historii, jeśli chodzi o transfer przeprowadzony pomiędzy polskimi klubami. Sam piłkarz na łamach prasy potwierdził, że chciał odejść. - Gdyby nie wisząca nad klubem degradacja, to pewnie związałbym się z Zagłębiem na dłużej. Muszę jednak myśleć o swojej rodzinie, a także o rozwoju. Zawsze marzyłem o występach w reprezentacji. A z Legii czy Wisły jest do niej zdecydowanie bliżej – argumentował swoją decyzję zawodnik.





W Lubinie zrobiono wszystko, by zatrzymać Iwańskiego, który do dziś jest jedną z ikon klubu. – Miesiąc temu rozpoczęliśmy rozmowy na temat przedłużenia wygasającego za rok kontraktu. Oczywiście na korzystniejszych dla Maćka warunkach – mówił Prezes Paweł Jeż. – Gdyby zawodnik podpisał z nami nową umowę, grałby w Zagłębiu do trzydziestego pierwszego roku życia. Chcieliśmy bardzo, aby Iwański został w naszym zespole, gdyż jest to jeden z symboli naszego klubu, zawodnik, który do każdego spotkania podchodził ze stuprocentowym zaangażowaniem, który poprowadził Zagłębie do wielu sukcesów. Zakładaliśmy nawet, że Maciek mógłby zakończyć w Lubinie swoją karierę. Niestety, piłkarz wybrał ofertę Legii, my zaś rozumiejąc jego argumentację, zaczęliśmy negocjować z tym klubem warunki transferu. W końcu ustaliliśmy kwotę, która satysfakcjonuje i nas, i warszawski klub – mówił Prezes Zagłębia Lubin. Przy okazji warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną, szalenie istotną sprawę. Iwański w grudniu mógł podpisać umowę z wybranym przez siebie klubem, a wówczas lubinianie nie otrzymaliby za niego ani złotówki. - Jak szedłem do Zagłębia Lubin, to ludzie gadali, żebym uważał, bo tam jest dziwne środowisko i że sobie nie poradzę. Teraz słyszę to samo, mówią, że Warszawa to wielkie miasto i wiele pokus czyha na człowieka. Ale tylko się z tego śmieję. Wszędzie są pokusy, w małym miasteczku też nie trzeba ich szukać, ważna jest silna wola, a nie to, gdzie się mieszka –powiedział po transferze Iwański, który pierwszy sezon w stolicy miał niezły. W 30 meczach zdobył 4 gole, choć nie powiódł Legii do mistrzowskiego tytułu. W obecnym sezonie „Ajwen” jest również w dobrej dyspozycji. W ostatnim meczu ligowym z Bełchatowem zdobył piękną bramkę z rzutu wolnego, zaskakując Łukasza Sapelę niemal identycznym uderzeniem, jak na początku sezonu 2007/08, gdy grając dla Zagłębia, pokonał bramkarza GKS. – Myślę, że na miano bohatera zasłużyła cała drużyna. Po bardzo słabej pierwszej połowie, potrafiliśmy się podnieść i zaczęliśmy grać o zwycięstwo. Na początku wyglądało to tak, jakbyśmy czekali aż Bełchatów nam strzeli gola, po którym być może się obudzimy. Na szczęście obudziliśmy się w drugiej połowie i nasza gra wyglądała znacznie lepiej – powiedział po meczu Iwański, który cieszył się z trafienia z rzutu wolnego. – To nie jest pierwsza moja bramka z wolnego na tym stadionie. Poprzednią strzeliłem, grając jeszcze w barwach Zagłębia Lubin. No, cóż, czasami tak jest, że na treningach ćwiczysz do bólu jakiś element i każda piłka wchodzi, a na meczach nic nie chce wpaść. Ostatnimi czasy sporo pracowałem nad uderzeniami z rzutów wolnych – jak dotąd bez efektów, ale najważniejsze, że w końcu wpadło – mówi Maciej Iwański, który będzie chyba najgroźniejszym zawodnikiem Legii w piątkowym spotkaniu.





Bilans Macieja Iwańskiego w Zagłębiu Lubin opiewa na 132 spotkania, w których zdobył 33 gole (1 samobójczy), a także zapisał w swoim dorobku 15 żółtych kartek.

Źródło: Zagłębie Lubin SA
Foto: Tomasz Folta

Ekstraklasa
10.09.2010 godzina: 17:45
Polonia Bytom
vs
KGHM Zagłębie Lubin
czytaj więcej
lp klub m p w
1 Polonia Warszawa 4 10 3
2 Jagiellonia Białystok 4 10 3
3 GKS Bełchatów 4 9 3
4 Wisła Kraków 4 9 3
5 Korona Kielce 4 7 2
6 Górnik Zabrze 4 6 2
zobacz całą tabele
Ekstraklasa
28.08.2010 godzina: 19:15
1:0
KGHM Zagłębie Lubin Arka Gdynia
   zobacz szczegóły meczu