 Sportową karierę rozpoczynał nie na boisku, lecz lodowej tafli. Albowiem to hokej był ulubionym sportem młodego Franciszka Macheja. Oprócz tego były bramkarz Miedziowych grał w tenisa stołowego i skakał na nartach… co wszakże nie przeszkodziło mu później zostać legendą Zagłębia Lubin…
Dzieciństwo
Wychowywał się w maleńkiej wiosce pod Cieszynem. Jako najstarszy spośród rodzeństwa, miał obowiązek pomagać rodzicom w uprawie roli. Wtedy nie przypuszczał, że piłka nożna odmieni jego los i nie będzie kontynuował rodzinnych tradycji. - Rodzice wymagali ode mnie, żebym ciągle im pomagał. Tato nawet nie puszczał mnie na mecze, które w niedzielę rozgrywała lokalna drużyna, miałem inne obowiązki. Naturalnie uprawiałem sporty, biegałem i skakałem na nartach, tu mój rekord wynosił całe 17 metrów – ze śmiechem przyznaje nasz bohater.
Pierwsze kroki
Z piłką na poważnie pan Franciszek zetknął się w wojsku. Służbę odbywał w Sulechowie. Tam Machej reprezentował barwy Piasta: - Grałem w meczach między pułkami. Tu odbiłem ręką, tam nosem, a piłka nie wpadała do siatki. Wcześniej stałem na dużo mniejszej, bo hokejowej bramce – wspomina. Kiedy Franek odbył służbę, trener, który znał go z Sulechowa, zaproponował mu pracę i grę w Lechii Zielona Góra: - Pojawiły się dylematy, bowiem rodzice chcieli, żebym pracował na roli. Ja miałem jednak inny pomysł, nie chciałem wracać na tę „wichurę”. Ojciec nie odzywał się do mnie przez rok, ale wybrałem i nigdy tego nie żałowałem! – podkreśla Machej – Przez cztery lata reprezentowałem barwy Lechii i sam się utrzymywałem.
Później Machej poznał dziewczynę z Poznania i los na rok rzucił go do stolicy Wielkopolski, gdzie reprezentował barwy Warty. W kolejnym sezonie trener Emil Czyżewski, który znał Macheja doskonale, sprowadził go do Lubina. Pan Franciszek z uśmiechem wspomina, że Zagłębie miało spory atut, bo szkoleniowiec pokazał mu kluczyki od M-2, na które w Poznaniu miał czekać sześć lat: - Perspektywa mieszkania na własnym, w dodatku na takich komnatach była decydująca! I tak bohater naszej opowieści trafił do Lubina, choć po drodze pojawiły się kolejne dylematy, bowiem rodzice wybranki serca, nie chcieli puścić jej na prowincję, za jaką w Poznaniu uchodziło Zagłębie Miedziowe.
Zagłębie Lubin
Machej szybko przekonał się do Lubina, a Zagłębie zajęło najważniejsze miejsce w jego sercu. Franek z Zagłębiem wywalczył pierwszy, historyczny awans do drugiej ligi (sezon 1974/1975). Później postanowił zakończyć karierę: - Miałem wtedy 36 lat. Na tamten czas zawodnik tak zaawansowany wiekowo był już zbędny, postanowiłem zawiesić buty na kołku – tłumaczy były bramkarz.
Wróćmy jednak do samego awansu. Drużyna prowadzona przez legendarnego trenera Alojzego Sitko awansowała do meczów barażowych o drugą ligę. Szkoleniowiec skoszarował swoich podopiecznych w Złotoryi i tam przygotowywał do ważnych spotkań: - Panował straszny rygor, bowiem szkoleniowiec nas ciągle pilnował. Nie mogliśmy się nawet spotykać z naszymi kobietami… - opowiada pan Franciszek.
Było jednak warto, bowiem Zagłębie awansowało! W Lubinie piłkarzy witały tłumy, zresztą już wcześniej kibice okazywali zawodnikom ogromne wsparcie. Na pojedynek barażowy do Jastrzębia Zdrój pojechało ponad 8 tysięcy osób! Władze miasta dla zwycięzców przygotowały przyjęcia, na bohaterów czekała kawa i lody: - Teraz to nic, ale my byliśmy dumni z tego, że jesteśmy piłkarzami Zagłębia! Kiedy ktoś nie łapał się do meczowej kadry, pojawiały się łzy – relacjonuje Franciszek Machej.
W starciach z najlepszymi
Z wielkim sentymentem pan Machej wspomina występy Miedziowych w Pucharze Polski w sezonie 1974/1975. Zagłębie pokonało wtedy Ruch Chorzów i awansowało do 1/8 finału. Niebiescy byli wtedy najlepszą drużyną w Polsce, jednak na Stadionie Górniczym w Lubinie uznali wyższość trzecioligowców (3:2)… trzy dni później na wyjeździe pokonali Fenerbahce Stambuł w europejskich pucharach. W Ruchu występowali wówczas najlepsi piłkarze w Polsce: Czaja, Malcher, Wyrobek, Marx. Piłkarze Zagłębia w ramach premii za awans dostali po tabliczce czekolady. Jedną na dwóch. W kolejnej rundzie Miedziowi trafili na Górnik Zabrze z Szarmachem i zakończyli udział w Pucharze: - Andrzej Szarmach bardzo przeżywał po meczu, że nie udało mu się mnie pokonać – z dumą wspomina pan Machej.
Były piłkarz Zagłębia z sentymentem wspomina „Stadion Górniczy”, który pękał w szwach – To prawda! Byliśmy bohaterami, zjeżdżali się ludzie z okolic, żeby nas dopingować. Piłką żyła cała kopalnia, jak przegrywaliśmy, to w pracy było ciężko. Kiedy graliśmy na wyjeździe mecze barażowe, to wyludniało się miasto – opowiada Franciszek Machej. Wspaniale było w tym uczestniczyć, tym bardziej, że kochałem i kocham ten klub – dodaje nasz bohater.
Ciągle przy klubie
Po awansie do pierwszej ligi Machej postanowił zawiesić buty na kołku. Wtedy zaproponowano mu pracę szkoleniowca w zespole rezerw, opiekował się także stadionem. Na zawsze związał się z Zagłębiem. Do tej pory można spotkać pana Franciszka w klubie. – Nawet jeśli nie mogę pojawić się na meczu, to bez przerwy dzwoni telefon, mam bowiem swoich informatorów. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że po końcowym gwizdku sędziego, miałbym nie wiedzieć, jak poszło mojej drużynie – z pasją tłumaczy się legenda naszego klubu.
Trzydzieści lat temu założył przy klubie sekcje oldbojów, tak jak on, byłych piłkarzy naszego klubu: - Tak i bawimy się w to do teraz! Miło spotkać się z kolegami i pograć jak za dawnych lat. Może nie jesteśmy już w takiej formie i bardziej się bawimy, to jednak ciągle robimy to, co kochamy i blisko klubu, z którym się wszyscy identyfikujemy. Szkoda, że tylko nam ta pasja nie mija, bo trybuny nowego i pięknego stadionu powinny być wypełnione ludźmi. Mamy dobrą drużynę i nowoczesny obiekt, którego nam inni zazdroszczą, choć nie wszyscy potrafią to docenić – ocenia Machej.
Dlaczego tak się dzieje? – Pewnie przez te wszystkie afery. Ludzie wychodzą z założenia, że nie warto chodzić na mecze, bo kiedyś w klubie dochodziło do aktów korupcji. Oczywiście, trzeba potępiać oszustwa, ale nie powinno się robić z Zagłębia kozła ofiarnego, bo to nie klub z Lubina stanowi zło tego świata.
Łzy radości
Klub docenił zasługi pana Franciszka. Były piłkarz był obecny przy otwarciu nowego stadionu, Machej przyznaje, że w oku zakręciła mu się wówczas łza: - Niech takie łzy radości kręcą się jak najczęściej, bo to prawdziwe szczęście dla mnie, byłego piłkarza mojego Zagłębia…
Zagłębie Lubin S.A.
Foto: Tomasz Folta
|