Chcesz wyrazić swoje zdanie na temat Zagłębia Lubin? Napisz artykuł, felieton lub komentarz i wyślij na adres redakcja@zaglebie.kghm.pl
Transmisja z meczów Zagłębie Lubin tylko na antenie Radia Wrocław na częstotliwości 102,3 FM.

Oni grali dla Zagłębia. Wiesław Stańko
dodano: 22.06.09 r kategoria: Klub
W latach osiemdziesiątych był takim lubińskim Wojtkiem Kędziorą. Gdyby był bardziej skuteczny, zrobiłby pewnie większą karierę. A tak, jak mówi, kopał jedynie piłkę. Warto jednak przypomnieć jego osobę choćby dlatego, że jest to człowiek przez wiele lat związany z Zagłębiem Lubin, w pełni utożsamiający się z naszym klubem.



Jak zaczynałeś grać w piłkę ?
- Zaczynałem od najniższej struktury jaka istniała kiedyś w Polsce , czyli od zespołu LZS, który grał wówczas w A-klasie. Już jednak po skończeniu podstawówki przeniosłem się do Międzychodu, jest to miasto usytuowane między Gorzowem a Poznaniem. I choć istniały zespoły młodzieżowe, to jednak nie przewinąłem się przez grupy młodzieżowe tylko od razu grałem w seniorach w klasie okręgowej. Tam grałem blisko cztery lata, a już po ukończeniu szkoły średniej przeszedłem do Stoczniowca Barlinek, grającego wówczas w III lidze. W Stoczniowcu grałem prawie rok. Kiedyś rozgrywaliśmy Puchar Polski, gdzie wspólnie z nami w grupie był Piast Iłowa. Działacze z Lubina obserwowali mnie wówczas po raz pierwszy, a kolejny raz w innym meczu pucharowym w Barlinku. W końcu przyszła propozycja z Lubina. To było w 1983 roku.

Czy musiałeś przejść jakieś testy ?
- Nie, ponieważ byłem obserwowany we wspomnianych dwóch czy nawet trzech meczach. Byliśmy bowiem w tej grupie z Piastem Iłowa, a także drużyną z grupy zielonogórskiej. Przyjechali działacze z Lubina, zaproponowali kontrakt, zdecydowałem się i po raz pierwszy przyjechałem tutaj w październiku. Miałem wówczas dwadzieścia dwa lata.

Przyszedłeś do drużyny walczącej o awans do Ekstraklasy z III ligi. To był duży przeskok?
- Tak, tym bardziej, że w sezonie 82/83 Zagłębie Lubin w poprzednim sezonie walczył o I ligę z Górnikiem Wałbrzych. Jak ja przychodziłem, to skończyliśmy rundę jesienną bodaj na trzecim albo czwartym miejscu. Wówczas przyszedł do klubu trener Różański.

Wtedy byłeś już pierwszoplanową postacią Zagłębia Lubin ?
- Tak. Już po przyjściu do Zagłębia wywalczyłem sobie miejsce w składzie. Później, zimą, przyszedł do nas Eugeniusz Ptak, dziś słusznie uznawany za jedną z legendarnych postaci w naszym klubie. Graliśmy wówczas wspólnie w ataku. To był ciekawy zespół. AndrzejTurkowski, Janusz Kubot, świętej pamięci Sławek Kurant, a także tacy zawodnicy, którzy czołową rolę odgrywali w Śląsku: Mietek Olesiak, Jacek Wiśniewski na bramce. Tym zespołem awansowaliśmy do ekstraklasy. Po raz pierwszy w historii klubu.

Jak wspominasz trenera Różańskiego? Czy rzeczywiście zajęcia u niego były taką katorgą ?
- No cóż, faktycznie była katorga, zresztą Andrzej w wywiadzie dla serwisu Zagłębie o tym wspominał. Nie mieliśmy prowadzonych tych wszystkich badań fizjologicznych, ale pamiętam, że za tamtych czasów jeździliśmy do Gliwic do doktora. Mieliśmy testy na tych rowerkach, tylko czy Eugeniusz Różański wprowadził ten element słusznie czy nie słusznie, tego nie wiem. Lecz raczej testował ten element przypadkowo. Poza tym zgadzam się z tym, o czym opowiadał Andrzej, byliśmy do dyspozycji trenera właściwie przez całą dobę. Godzinę po kolacji szkoleniowiec zarządzał jeszcze treningi na hali. W mojej opinii, patrząc na to z perspektywy czasu, chyba nie za bardzo wiedział co robił.

A jak wtedy reagowałeś na to, że mieliście takie spore obciążenia ?
- Ja akurat, podobnie jak Andrzej, znosiłem te treningi. Byłem przygotowany fizycznie na to. Lecz w naszej drużynie byli tacy zawodnicy jak Sławek Kurant czy Mietek Olesiak, których organizmy reagowały wręcz odwrotnie. Mietek przyszedł już do nas wyeksploatowany i nie wytrzymywał takich obciążeń. Sławek też nie był typem wytrzymałościowca. Był za to bardzo dobrym zawodnikiem, typowym skrzydłowym. Jak jeszcze nie było w naszym zespole Ptaka, to wszystkie dośrodkowania posyłał w moim kierunku. Poza tym w Zagłębiu był Janusz Kubot, typowy pomocnik. Oczywiście, nie można go porównywać z Deyną, ale miał spore umiejętności. To był taki typowy playmaker, który też nie wytrzymywał tych treningów.

Takie zajęcia odbijały się na Waszej formie ?
- Tak. W tamtym okresie trener Różański miał wypadek, podczas którego urwał sobie palca. To przykre dla niego zdarzenie miało miejsce na kilka tygodni przed awansem. W tym czasie, w którym on przebywał w szpitalu, prowadził nas jego zastępca, trener Wojciechowski, z którym Różański współpracował w Olimpii Poznań. Pamiętam, że pojawiły się komentarze, takie pół żartem, pół serio, że tak chwilowa zamiana trenerów nam wyszła tylko na dobre.

Czy już po awansie regularnie grałeś w zespole ?
- Tak. Pamiętam, że po awansie mecze rozgrywaliśmy już nowym stadionie. Lecz co ciekawe, wtedy rozbieraliśmy się jeszcze w pawilonach, tam były bowiem szatnie. W pierwszym sezonie grałem regularnie. Później jednak, jak wspomina Andrzej, przyszedł trener Szerszenowicz. „Żubr z Białowieży”, jak o sobie mówił. Zaczął sprowadzać zawodników, między innymi Stelmasiaka, który grał w Górniku Wałbrzych, Gierejkiewicza, a także paru innych Zaczęły się tasowania w składzie, nowy szkoleniowiec stawiał na świeżą krew. Ja zostałem wypożyczony do Chrobrego Głogów, który był w II lidze. To był sezon 86/87, a na wypożyczenie poszedłem z Januszem Kubotem, którego Szerszenowicz nie trawił. Później wróciłem do Lubina, ale też nie było szansy na grę. Pojechaliśmy wówczas na obóz do Wągrowca, gdzie również był Górnik Wałbrzych. Tam właśnie trafiłem.

Dlaczego nie miałeś szans na grę w Zagłębiu Lubin ?
- W 1987 mijały cztery lata, z roczną przerwą na grę w Głogowie, odkąd trafiłem do Zagłębia. Po tym wypożyczeniu, gdy wróciłem, zespół był już zupełnie inny. Trener stawiał na innych piłkarzy. Dlategto zdecydowałem się przyjąć ofertę Górnika, który grał w ekstraklasie. W tym klubie grałem od 1987 roku przez trzy kolejne lata. Następnie wyjechałem do Francji.

Dla wielu to jest niespodzianka, że grałeś we Francji. Dlaczego akurat tam?
- Pamiętajmy, że wówczas zawodnicy nie mieli tylu propozycji gry co obecnie. Teraz menadżerowie przejmują już juniorów. Natomiast w czasach, gdy ja uganiałem się za piłką, wyjeżdżało się z Polsko po ukończeniu trzydziestu lat. Klub mógł dać zawodnikowi pozwolenie, ale nie musiał. Przeważnie nie dawał, albo żądał sumy odstępnego. Biorąc pod uwagę to, w jakim zawodnik był wieku, a także to, w której lidze grał klub, do jakiego trafiał, nie było szans, żeby ktoś za ciebie zapłacił takie pieniądze, jakie za ciebie żądano. Grę we Francji załatwił mi jeden z sędziów. Grałem w trzecioligowym klubie z Prowansji, stolicy porcelany. Po półtora roku przeszedłem do klubu z Burgundii w Bonn, 200 km od granicy. Tam też spotkałem Zdzisława Rozborskiego, jedną z gwiazd Widzewa z lat osiemdziesiątych, który wspólnie z Bońkiem i pozostałymi zawodnikami grał w łodzianami w pucharach. Tam akurat kończył karierę, prowadził grupę juniorów. Tam właściwie kończyłem karierę w sezonie 1995/96. W klubie zaczęły się problemy finansowe, w efekcie spadł on do niższej ligi i trzeba było zadecydować co dalej. Moje dziecko chodziło już rok do szkoły francuskiej. Ja sam byłem w takim wieku, że nie było już możliwości szukania jakiegoś klubu.

Ile miałeś wtedy lat, kiedy zakończyłeś karierę ?
- Trzydzieści pięć. Zapadła decyzja o powrocie do Polski. Lecz w międzyczasie koledzy, z którymi grałem w Zagłębiu, m.in. Wałowski, grali w Niemczech w Großalmerode. Nasi oldboje do dziś utrzymują zażyłe kontakty z tym klubem. To była IV liga, gdzie kontynuowałem grę przez cztery lata. Później j trafiłem do Lubina w 2000/2001 i zacząłem pracować w klubie, przy drugim zespole. Byłem kierownikiem drugiego zespołu.



A w ilu językach jesteś w stanie swobodnie się porozumiewać ?
- Nie licząc rosyjskiego, którego się zapomniało, to po francusku i niemiecku.

Czego nauczył Cię pobyt za granicą oprócz języków, w sensie mentalnym albo piłkarskim ?
- Przede wszystkim przystosowania się do ich stylu gry i życia. Nauczyłem się funkcjonowania w kraju zdecydowanie różniącym się od Polski. Pamiętajmy, że wyjechałem w końcówce lat osiemdziesiątych.

A czego nauczył Cię pobyt w Niemczech. Rzeczywiście Niemcy są tak solidnym narodem, tak zdyscyplinowanym i czy w jakiś sposób przejąłeś te cechy ?
W klubach, w których byłem zdyscyplinowanie było bardzo istotne. Jeżeli ktoś chce dłużej funkcjonować w zespole, kontynuować karierę piłkarską, to przede wszystkim musi być zdyscyplinowany jeśli chodzi o reżim życia. Cały dzień musi być zaplanowany, począwszy od pobudki aż po wieczór. Tym bardziej teraz, gdzie piłka jest coraz szybsza, gdzie niezwykle istotną rolę odgrywa odpowiednie przygotowanie fizyczne.

Andrzej Turkowski powiedział, że żałuje, że urodził się tak wcześnie...
- Uważam podobnie. Teraz, jeśli ktoś w wieku juniora ma bardzo silny charakter i jest zdyscyplinowany, może zrobić bardzo szybką karier, a ta kariera jest o wiele bogatsza jeśli chodzi o przeżycia, sukcesy i co za tym idzie kwestie finansowe. A teraz w wieku dwudziestu trzech, dwudziestu czterech lat zawodnicy mogą podbijać cały świat. Za moich czasów można było wyjechać dopiero po trzydziestce, choć było o to bardzo ciężko, tym bardziej, jeśli ktoś nie był reprezentantem Polski. Zawodnik grający w przeciętnym klubie z ekstraklasy nie mógł liczyć na zainteresowanie wielkich klubów.



Doskonałym potwierdzeniem Twoich słów jest Romuald Kujawa, który jako czołowy obrońca mistrzowskiego Zagłębia, zdobywca dziesięciu bramek w sezonie, wyjechał do przeciętnego francuskiego klubu.
- To prawda. On grał niedaleko mnie we Francji, sto kilometrów dalej w Chateauroux. Mieliśmy stały kontakt. Trafił do klubu po sezonie mistrzowskim, był jedynie rok młodszy ode mnie. Trafił jedynie do klubu drugoligowego, a przecież miał już kilkaset występów w Ekstraklasie w barwach Śląska i Zagłębia, strzelał jak na obrońcę mnóstwo bramek. Opowiadał mi, że choć była to druga liga francuska, to jednak nie było tak do końca różowo. Nierzadko zawodnicy musieli prać swoje rzeczy w domu. Lecz mimo wszystko opłacało mu się wyjechać, zarabiał przecież większe pieniądze niż w Polsce.

Masz papiery trenerskie ?
- Nie zdążyłem zrobić. Mam tylko instruktora, lecz przez te ciągłe wyjazdy nie zdążyłem zrobić nic więcej w tym kierunku.

Żałujesz ?
- Nie, ponieważ na nic nie jest za późno. Papiery trenerskie można robić w późnym wieku. Aczkolwiek jak wiadomo, im wcześniej tym lepiej.

Czy w swojej karierze żałujesz jakiejś decyzji?
- Hm… Była okazja do tego, aby nielegalnie opuścić kraj. Wspólnie z Zagłębiem byliśmy na obozie w dawnej Jugosławii. Pojawiła się możliwość by przez Jugosławię wyjechać do Niemiec . To był rok 1984, a więc byłem wówczas młodym zawodnikiem. Gdybym wtedy wyjechał do ligi zagranicznej, to miałbym szansę na zrobienie kariery, tak jak Leśniak, czy Andrzej Rudy, którzy zdecydowali się na tak drastyczny krok. Moim zdaniem kariera zaczyna się od tych drugich lig zagranicznych. Wtedy można mówić o karierze. A jak się gra po trzecich ligach, to można jedynie mówić o kopaniu piłki. Było, minęło.

Chciałeś po zakończeniu kariery koniecznie funkcjonować w piłce czy miałeś jakiś inny pomysł na dalsze życie ?
- Miałem inny pomysł, ale jakoś cały czas piłka przewijała się przez moje życie. No i Zagłębie również. Tutaj wywalczyłem awans do Ekstraklasy, a później, gdy grałem w Górniku Wałbrzych, walczyliśmy z Zagłębiem Lubin o pozostanie w lidze. Wygraliśmy wtedy 2:1 w Lubinie i Zagłębie spadło z ligi.

Było Ci szkoda Zagłębia czy miałeś satysfakcję, że klub, z którego musiałeś odejść, spadł z ligi ?
- Nie, nie patrzyłem na to w ten sposób. Byłem wówczas zawodnikiem Górnika i cieszyło mnie to akurat, że my zostaliśmy w lidze. Nie robiłem jednak na złość Zagłębiu, bo uważałem, że klub zasługiwał na pozostanie w lidze. Lecz w barażach nie zawsze wygrywa ten lepszy. W tym całym nieszczęściu Zagłębie miało jednak to szczęście, że po spadku przebudowali zespół i w efekcie przeszli tą II ligę prawie z marszu, wrócili mocniejsi. Wzmocnili się przecież takimi zawodnikami jak Góra, Kudyba. Powstał zespół, który najpierw sięgnął po wicemistrzostwo, a następnie mistrzostwo Polski, który grał w pucharach. Przez to, że grali w tej II lidze ten zespół, bardzo mądrze wzmocniony, okrzepł. My z kolei już po roku czasu spadliśmy. Ostatni mecz graliśmy z Ruchem Chorzów. Rywale akurat sięgali po tytuł, a dla Wałbrzycha to był koniec wielkiej piłki.

Czy można w jakiś sposób porównywać zespół Zagłębia z którą ty awansowałeś do I ligi z obecną ?
- Jeśli chodzi o zawodników, to można porównywać. Jeżeli chodzi o grę, o całą piłkę, to teraz futbol jest o wiele szybszy. Kiedyś nie było systemu 4-4-2, grało się 3-5-2. Treningi zdecydowanie różnią się od tych, które mieliśmy kiedyś. Długość tego okresu przygotowawczego jest krótsza niż wtedy była. Dochodzi też kwestia boisk, obecnie mamy podgrzewane murawy, dzięki czemu zespoły szybciej zaczynają się treningi. Jeśli chodzi o technikę, to taki Janusz Kubot był tak znakomicie wyszkolony, że obecnie nie widzę w Zagłębiu podobnego zawodnika. Choć można go przyrównać do Michała Golińskiego. Ze mną grał również śp. Sławek Kurant, którego można porównać do Szymka Pawłowskiego. Ale stawiając nasz zespół przeciwko obecnemu ciężko powiedzieć kto by wygrał.

A widać zawodnika podobnego do Ciebie stylem gry?
- Wskazałbym na Wojtka Kędziorę. Ja mocno trzymałem się na nogach. - Miałem zbliżone warunki fizyczne do Wojtka, dobrze grałem w powietrzu. Piłka szukała mnie tak jak Micanskiego.

A czy Twoim przekleństwem nie była kiepska skuteczność ?
- Tak. Przyznaję, że bardzo dużo sytuacji marnowałem. Gdybym wykorzystywał je jak Micanski, to moje granie mogłoby potoczyć się inaczej. Napastnik musi mieć pięć, sześć okazji bramkowych, ale z nich trzy strzelić. Idealny jest taki, który każdą szansę zamieni na gola, ale takich snajperów raczej nie ma.

W Zagłębiu ponownie jesteś od końcówki roku 2008. Który to jest Twój powrót do Zagłębia ?
- Drugi albo trzeci. Na pewno świętowałem trzeci awans do Ekstraklasy. Śmialiśmy się z Ryśkiem Muchą, że on był aż przy czterech awansach, ja przy trzech. Zawsze wywalczenie awansu wiąże się z nadziejami, że zespół pozostanie w tej lidze na dłużej. Nie awansując teraz, przy takim stadionie ,to byłaby tragedia.



Teraz podczas meczów cały czas siedzisz na ławce rezerwowych. Jak bardzo denerwujesz się podczas spotkań? Można ten stres porównywać z emocjami, jakie towarzyszyły Ci na boisku?
- Każdy piłkarz to powie, że na boisku jest lżej niż na ławce. Młody trener, który zakończy karierę piłkarską, na ławce wręcz szaleje. Tak silne są emocje, które nie mogą znaleźć ujścia, jak na boisku. Człowiek bardziej przeżywa spotkanie, chciałby fizycznie pomóc, podać piłkę czy wykorzystać jakąś sytuację. Niestety, jest skazany na rolę widza.

A Ciebie nie ciągnie na boisko ?
- Ciągnie. Lecz weźcie pod uwagę to, że porównując mnie z młodymi ludźmi, mamy przepaść. Ja mogę jedynie wyjść co poniedziałek z oldbojami i tam sobie coś podyskutować (śmiech).

Z tego co wiem, grałeś jeszcze kilka lat temu w Chobieni, prawda ?
- No tak. Wspólnie z tym zespołem awansowałem nawet do okręgówki. Wówczas mieliśmy w składzie kilka znanych nazwisk, bowiem był Romek Kujawa, Andrzej Wójcik, Stefan Machaj , Sławek Wałowski, Bogdan Pisz.

A kiedy skończyłeś grać w piłkę w tej Chobieni ?
- W sezonie 2001/2002.Miałem wtedy czterdzieści dwa lata.

Nie kusi Cię, by wrócić do gry? Pokopać w tej niższej klasie np. w A klasie ?
Trochę kusi, ale byłaby to gra w pomocy lub w ataku, bo tam jest o wiele więcej biegania. Zresztą, teraz to i na obronie trzeba zasuwać. Kiedyś można było sobie spokojnie pograć na stoperze. Stałeś z tyłu i spokojnie wywalałeś piłki. Już jednak teraz nie ma miejsca dla statystów. W bramce jest podobnie. Wychodzi więc na to, że dla starych ludzi nie ma już miejsca na boisku (śmiech).

Rozmawiał: WW/Zagłębie Lubin SA
Foto: Tomasz Folta, Zagłębie Lubin SA

Ekstraklasa
10.09.2010 godzina: 17:45
Polonia Bytom
vs
KGHM Zagłębie Lubin
czytaj więcej
lp klub m p w
1 Polonia Warszawa 4 10 3
2 Jagiellonia Białystok 4 10 3
3 GKS Bełchatów 4 9 3
4 Wisła Kraków 4 9 3
5 Korona Kielce 4 7 2
6 Górnik Zabrze 4 6 2
zobacz całą tabele
Ekstraklasa
28.08.2010 godzina: 19:15
1:0
KGHM Zagłębie Lubin Arka Gdynia
   zobacz szczegóły meczu