Chcesz wyrazić swoje zdanie na temat Zagłębia Lubin? Napisz artykuł, felieton lub komentarz i wyślij na adres redakcja@zaglebie.kghm.pl
Transmisja z meczów Zagłębie Lubin tylko na antenie Radia Wrocław na częstotliwości 102,3 FM.

Czy pamiętasz ten mecz? Milan cz.3 - ostatnia
dodano: 14.06.09 r. kategoria: Klub
Przyjechali do Lubina bez czterech czołowych piłkarzy, ale ich brak był właściwie niezauważalny, bowiem ówczesna drużyna Milanu składała się przecież z całej konstelacji gwiazd. Trener mediolańczyków miał pewne obawy związane z grą z egzotycznym dla jego drużyny rywalem. Lubinianie zaś chcieli zrehabilitować się za wysoką porażkę na San Siro i udowodnić prześmiewcom, którzy szydzili z nich po porażce z włoskim gigantem, że tanio skóry nie sprzedadzą. I faktycznie, nie sprzedali, a najszczęśliwszym facetem na stadionie był młokos, Jarosław Krzyżanowski.


Słynna drużyna Milanu, uznawana w połowie lat dziewięćdziesiątych za najlepszą na świecie, przyleciała do Polski z blisko półgodzinnym opóźnieniem. Samolot DC9 wylądował na wrocławskim lotnisku Strachowice , gdzie na gwiazdy światowej piłki z utęsknieniem pomieszanym z podekscytowaniem czekało mnóstwo dziennikarzy z całej Polski. A także fotoreporterzy oraz oczywiście kibice. Wszyscy liczyli na jedno: że znajdą dosłownie moment, by zamienić kilka słów z graczami włoskiej drużyny. Spotkało ich jednak srogie rozczarowanie, bowiem rychło okazało się, że piłkarze nie będą poddawani rutynowej kontroli celnej i w ogóle nie opuszczą płyty lotniska. Na specjalne życzenie trenera Fabio Capello i zawodników autokar mający zawieźć Milan do hotelu Wrocław podjechał bezpośrednio pod samolot. Najbardziej zawiedzeni tym byli młodzi kibice, którzy przed lotniskiem czekali na autografy. W hotelu Włosi zajęli dwa najwyższe piętra - dziesiąte i jedenaste. Piłkarze zamieszkali w jednoosobowych pokojach. Dwa najbardziej ekskluzywne apartamenty, zwane królewskimi, zajęli wiceprezydent klubu Adriano Galliani i generalny menedżer Ariedo Braida. Apartament królewski składał się z salonu, sypialni i dwóch łazienek o łącznej powierzchni ponad 50 metrów kwadratowych. Jedna doba w takim apartamencie kosztowała wówczas 884 złote. W dwóch innych apartamentach mieszkają trener Cappelo i dyrektor klubu Umberto Gandini.

Obecny selekcjoner reprezentacji Anglii, mając na uwadze sporą zaliczkę z pierwszego meczu, a przede wszystkim trudy sezonu w Serie A, nie zabrał do Polski znakomitego defensora Franco Baresiego, wówczas powoli szykującego się do zawieszenia butów na kołku. Do Polski nie przyleciał także lider środka pola i strzelec bramki na San Siro, Dejan Savicević, a także błyskotliwy pomocnik, Demetrio Albertini. Zabrakło również podstawowego golkipera rossonerich, Sebastiano Rossiego. Spotkania w Lubinie z perspektywy trybun nie oglądał także prezydent Milanu i (wówczas) były premier Włoch Silvio Berlusconi, który także podczas spotkania toczonego na San Siro nie pofatygował się na trybuny. Być może obraził się, że Polacy nie chcą przełożyć spotkania na późniejszą godzinę, tak, by konfrontację Milanu z Zagłębiem mogła transmitować jedna ze stacji telewizyjnych należących do Berlusconiego? Włosi chcieli bowiem koniecznie rozegrać rewanż przy oświetleniu. Padła propozycja przeniesienia meczu do Warszawy, albo do Wrocławia, ale obie zostały błyskawicznie storpedowane. Nawet wówczas, gdy Berlusconi zaoferował – podobno – pół miliona marek.
Spośród wielu gwiazd, jakie wówczas ubierały koszulkę Milanu, zdecydowanie największym zainteresowaniem dziennikarzy cieszył się Roberto Baggio. Wicemistrz Świata z 1994 roku, który podobnie jak Franco Baresi w finale z Brazylią przestrzelił rzut karny, był wówczas uważany za najlepszego zawodnika globu, choć tradycyjna Złota Piłka przypadła jego koledze z drużyny, Liberyjczykowi Gheorgowi Weah, który zachwycał w Milanie, a wcześniej w barwach PSG. „Codino”, bo taki przydomek nosił Baggio (od charakterystycznego i wyróżniającego praktykującego buddystę kucyka z tyłu głowy ) okresu spędzonego w Milanie nie będzie wspominał miło. Nigdy nie stał się pierwszoplanową postacią drużyny, znacznie bardziej ceniono go w obozie lokalnego rywala, Interze. - Czy znajdzie się pan w podstawowym składzie na mecz z Zagłębiem? – dociekali dziennikarze. - Nie wiem, decyzja należy do trenera - odparł nieśmiało Włoch, który ostatecznie pojawił się na stadionie GOS na ostatnich kilkanaście minut.






Co ciekawe, już na kilka dni przed meczem, dokładnie w sobotę, do Wrocławia przyleciał osobisty kucharz Berlusconiego, który przez dwa dni przygotowywał się do swojej pracy. Michele Persecchini przywiózł z Włoch tylko szynkę, parmezan, miętę i makaron. Pozostałe produkty pochodziły z kuchni hotelowej. Dzień przed spotkaniem z Zagłębiem na kolację piłkarze jedli befsztyk z rusztu, spaghetti, owoce i jarzyny. Podano również czerwone i białe wina, wyłącznie francuskie, oraz wrocławskie piwo Piast.

Choć Capello nie zabrał do Lubina kilku czołowych piłkarzy, czym jednoznacznie dowiódł, że jest spokojny o wynik, to jednak w przedmeczowych wypowiedziach opowiadał kurtuazyjnie. - To na pewno nie jest dla nas wyprawa turystyczna. To dla nas ważny występ. Przygotowywaliśmy się starannie. Z pewnością będzie to mecz, nie iluzja. Jak w każdym innym spotkaniu zagramy maksymalnie skupieni – dodał już wtedy utytułowany włoski szkoleniowiec.

A jakie nastroje panowały w Lubinie? Cóż, na pewno było ciekawie. Otóż jeszcze przed pierwszym meczem z mediolańczykami z Zagłębiem pożegnał się trener, Wiesław Wojno, który popadł w konflikt z czołowymi zawodnikami „miedziowego” klubu. - Drużyna nie chciała pracować z trenerem, a pan Wojno z drużyną, dlatego nie mogliśmy podjąć innej decyzji i odsunęliśmy trenera od zespołu – tłumaczył powody nagłej zmiany na stanowisku trenera prezes Zagłębia, Tadeusz Szeląg. - W poniedziałek i wtorek piłkarze odmówili wyjścia na trening, jeżeli miałby go prowadzić Wiesław Wojno. Na razie obowiązki pierwszego trenera pełni asystent Janusz Stańczyk. Nawet gdybyśmy chcieli znaleźć nowego szkoleniowca, który poprowadziłby zespół w meczach przeciwko Milanowi, jest na to zbyt mało czasu - zakończył Szeląg, a jako następcę Wiesława Wojno wymieniano Wojciecha Łazarka, pracującego wówczas w drugoligowym Górniku Konin oraz Władysława Żmudę. Tymczasem już wówczas drużynę obserwował Andrzej Strejlau, były selekcjoner reprezentacji Polski, dla którego praca w Zagłębiu okazała się…ostatnią w karierze szkoleniowca. Strejlau także musiał odejść po nieporozumieniach z zawodnikami.

Dzień przed spotkaniem rewanżowym po porannym treningu Janusz Stańczyk podał skład szesnastoosobowej kadry na mecz z Milanem. Niestety, Stańczyk nie mógł liczyć na jednego z najlepszych podopiecznych, Zbigniewa Czajkowskiego, który podczas sobotniego meczu ligowego z ŁKS Łódź doznał pęknięcia torebki stawu skokowego. W jego miejsce wskoczył do kadry Wojciech Górski, pauzujący w sobotę z powodu nadmiaru żółtych kartek. W spotkaniu z ŁKS nie zagrał Krzysztof Nalepka, który miał złamaną kość śródręcza. Lecz Milan to coś zupełnie innego, dlatego Nalepka zdjął z ręki gips, zacisnął zęby i stwierdził, że chce na własną odpowiedzialność zagrać przeciwko Włochom. Grający z numerem sześć na koszulce zawodnik Zagłębia zdjął z ręki gips, który zastąpiony został opatrunkiem z bandażu. - Wyjściowy skład zespołu podam dwie godziny przed meczem, podczas specjalnej odprawy – mówił przed pierwszym gwizdkiem trener Stańczyk. - W porównaniu z ostatnim meczem ligowym nastąpią dwie albo trzy korekty w podstawowym składzie. Nie ukrywam, że w pierwszej połowie chcemy zagrać ofensywnie, dlatego zamierzam wzmocnić atak. Podejmiemy ryzyko i będziemy chcieli zdobyć bramkę do przerwy. Musimy zatrzeć złe wrażenie z meczu w Mediolanie. Marzy mi się, aby Zagłębie zagrało efektownie i stworzyło niezapomniane widowisko dla kibiców – opowiadał szkoleniowiec. - Zagramy na tyle, na ile nas stać - zapowiadał kapitan Zagłębia Stefan Machaj. - Wielu polskich dziennikarzy i kibiców było rozczarowanych naszą postawą w pierwszym meczu w Mediolanie. Nie ma się co oszukiwać, że od Milanu dzieli nas przepaść. Szkoda, że w polskich mediach mówiono o nas złośliwie i ironicznie. Przecież kilka sławniejszych od nas klubów przegrało z Milanem w takim samym stosunku albo nawet wyżej. Będziemy walczyć, by nie przynieść wstydu sobie i innym - kończył Machaj. Kapitan nie przesadzał. Pamiętam, że w dniu meczu w popularnym programie „Kawa czy herbata” gościł dziennikarz „Gazety Wyborczej”, Michał Pol. Przyodziany w koszulkę Milanu, rozentuzjazmowany, z wypiekami na twarzy słał peany pod adresem Włochów, spychając zupełnie na margines drużynę Zagłębia Lubin. Tak jakby w tym meczu liczył się tylko włoski gigant. Dziennikarz pewnie byłby zachwycony, gdyby podopieczni Capello strzelili Zagłębiu tuzin bramek.



Capello trochę zaskoczył wyjściowym składem. Znalazło się bowiem w nim miejsce dla zupełnie nieznanego Galliego. Na ławce rezerwowych zasiadł natomiast Roberto Baggio, który na murawie zameldował się dopiero na ostatni kwadrans. - Baggio grał w niedzielę prawie cały mecz z Atalantą Bergamo, dlatego wpuściłem go tylko na kwadrans - tłumaczył po meczu trener Capello. Obok „Codino” zasiadły wówczas ogromne nadzieje włoskiej piłki – boczny obrońca lub pomocnik Francesco Coco oraz błyskotliwy napastnik Paolo Di Canio. Obaj pojawili się na murawie po przerwie, a zdecydowanie lepsze wrażenie sprawił di Canio, z którym w ogóle nie radzili sobie nasi obrońcy. Włoch, później piłkarz Lazio Rzym, gdzie wywoływał skandale na tle faszystowskim jest także autorem jednego z największych w historii gestów fair play.

Paolo Di Canio - słynny gest fair play

Pewnie zrobiłby o wiele większą karierę, gdyby nie krnąbrny charakter. Z kolei Coco grał w reprezentacji, ale nigdy nie zrobił kariery na miarę talentu, jaki posiadał. Z piłką skończył tuż po trzydziestce, wybierając…karierę modela i włoskiego Big Brothera. Do dyspozycji Capello był także inteligentnie grający młokos Tomas Locatelli, znany później z gry w Udinese.

W pierwszej części spotkania gwiazdy Milanu specjalnie się nie wysilały i dlatego przez chwilę pachniało sensacją. Bo choć parokrotnie zakotłowało się pod bramką Dreszera, choć po podaniu Stefano Eranio Weah posłał potężną bombę w poprzeczkę (która trzęsła się jeszcze przez dobrą chwilę), a doskonałą okazję, strzelając obok słupka, zmarnował Boban, to jednak ostatecznie do przerwy piłkarze Capello nie potrafili zdobyć gola. Bezbramkowy remis w Lubinie przyjęto by z zadowoleniem. Trener Zagłębia Janusz Stańczyk zapowiadał, że w pierwszej połowie jego drużyna zagra odważnie w ataku. - Nie mamy nic do stracenia, musimy śmiało ruszyć do przodu – twierdził szkoleniowiec, ale w starciu z tak klasową drużyną szalenie ciężko było wcielić te słowa w czyny. Nawet, jeśli Włosi nie grali na sto procent możliwości. Lubinianie próbowali grać z pominięciem drugiej linii do wysokiego Szeligi, ale defensywa trzymana w ryzach przez Costacurtę dawała sobie radę.






Już jednak po przerwie obraz spotkania się zmienił. Gracze Milanu zadbali o odpowiednią koncentrację i na efekty nie trzeba było długo czekać. Po akcjach Eranio i Simone, błyskotliwego napastnika zapamiętanego jednak jedynie z białych butów, którymi zaszokował widzów w finale Pucharu Mistrzów z Ajaxem Amsterdam (0:1 – gol młodziutkiego wówczas Kluiverta) goście prowadzili już 2:0, po czym…znów wrzucili na luz. A gospodarze wreszcie przełamali niemoc i zaczęli stwarzać bardzo groźne sytuacje pod bramką Mario Ielpo. W 73 minucie Włosi reklamowali spalonego, ale turecki arbiter „puścił” grę. Do piłki dopadli Szeliga i Majak, ale rutyniarzom zadrżały nogi. Wyręczył ich młodziutki Krzyżanowski, który sprawił, że lubiński GOS oszalał. Żywiołowo dopingująca publiczność domagała się wyrównującego trafienia, i choć piłkarze wprost wyłazili ze skóry żeby spełnić tę zachciankę, to jednak zostali skarceni za zbytnią odwagę w swojej grze. Dwa wypady graczy Milanu pod naszą bramkę skończyły się dwoma golami autorstwa Bobana. Szkoda, że w jego ślady nie podążył Majak, który zmarnował dwie dobre sytuacje.

Zagłębie Lubin - AC Milan 1:4 (0:0) - skrót spotkania

Porażka 1:4 nie przyniosła nam wstydu, choć oczywiście w mediach szydzono z lubińskich zawodników. Dla wszystkich była to jednak niezapomniana przygoda. Po końcowym gwizdku Turka wszyscy rzucili się na mediolańskich graczy, prosząc o koszulkę lub choćby autograf. Reporter Canal +, Grzegorz Milko, wówczas dziennikarz wrocławskiego radia, wręcz zdarł koszulkę z jednego z Włochów. Niestety, tylko nielicznym udało się zdobyć podpis, Włosi bowiem szybko schodzili do szatni. A ci, którzy liczyli, że po wyjściu z szatni będą mogli zamienić słowo, zrobić sobie zdjęcie lub wziąć autograf od włoskich gwiazd, srodze się rozczarowali. Graczy Milanu otoczył szczelny kordon specjalnych jednostek, którzy odgrodzili zawodników od spragnionego kontaktu tłumu. Co by jednak nie mówić, co by nie napisać, żadne słowo, ani nawet filmik z bramkami nie odda tych emocji i wrażeń, jakie wówczas dostarczył nam przyjazd najlepszej jedenastki świata. Ci, którzy byli na tym spotkaniu pewnie nie raz na myśl o nim dostają gęsiej skórki. 26 września 1995 roku Lubin posmakował piłki na światowym poziomie. Ani wcześniej, ani też później tak klasowy zespół nie zagościł w naszym mieście. Choć…wszystko przed nami!

Opracował: WW/Zagłębie Lubin SA (korzystałem z archiwalnych materiałów Gazety Wyborczej)
Foto: www.zaglebie.org

Ekstraklasa
10.09.2010 godzina: 17:45
Polonia Bytom
vs
KGHM Zagłębie Lubin
czytaj więcej
lp klub m p w
1 Polonia Warszawa 4 10 3
2 Jagiellonia Białystok 4 10 3
3 GKS Bełchatów 4 9 3
4 Wisła Kraków 4 9 3
5 Korona Kielce 4 7 2
6 Górnik Zabrze 4 6 2
zobacz całą tabele
Ekstraklasa
28.08.2010 godzina: 19:15
1:0
KGHM Zagłębie Lubin Arka Gdynia
   zobacz szczegóły meczu