 Gdyby zdecydowano się przenieść pojedynek z Milanem do innego miasta, wówczas Zagłębie Lubin mogłoby zarobić nawet pół miliona marek. Ostatecznie jednak odstąpiono od tego pomysłu. - W końcu uznaliśmy, że po meczu pieniądze szybko się rozejdą, a sympatia kibiców jest nam potrzebna na dłużej. Czasem trzeba stracić. Niech będzie święto dla kibiców! - mówił ówczesny prezes Zagłębia Lubin, Tadeusz Szeląg. 26 września 1995 roku doszło do spotkania, które na wiele lat zapamięta cały Lubin. Jak wizytę mediolańczyków w Lubinie relacjonowała prasa?
Przedstawiamy tekst, jaki ukazał się na łamach „Gazety Wyborczej” w dniu meczu. Warto jeszcze raz wrócić do tych niezwykłych chwil:
Dzisiaj do Lubina, w województwie legnickim, zajrzy wielki świat. Na lubińskim stadionie sławny AC Milan zmierzy się z tutejszą gwiazdą - pierwszoligowym Zagłębiem Lubin .
Szalikowiec, pseudonim "Komar", kocha Zagłębie. Siedzi przed "jamnikiem" w Lubinie (długi sklep w centrum miasta) i marzy: - Niech nasi strzelą chociaż jednego gola, a będę szczęśliwy. 12 września na stadionie San Siro w Mediolanie, w pierwszym meczu Pucharu UEFA, AC Milan rozłożył Zagłębie na łopatki wynikiem 4:0. - Na łopatki! - szalikowcy skaczą mi do gardła. - Mogła być przecież "dwucyfrówka" (np. 10:0)!
Kibic Zagłębia ma serce większe od lubińskiego stadionu na 32 tysiące miejsc. - Ale wysadzilibyśmy go w powietrze, gdyby ten mecz był w innym mieście - grożą pod "jamnikiem". Wacek pojechał do Mediolanu rodzinną taksówką. Teraz opowiada kolegom: - Tam dbają o kibica, nawet w toaletach są monitory. Sikasz sobie, bracie, i patrzysz na boisko. Wielki świat!
Na spotkanie z wielkim światem klub Zagłębie Lubin wyszykował: do pilnowania porządku - policyjne oddziały z województw legnickiego, zielonogórskiego i wrocławskiego. Straże miejskie z Lubina, Polkowic i Legnicy. Dwie firmy ochroniarskie i własne służby porządkowe. Na wypadek pożaru - dwa wozy bojowe oraz dziesięciu strażaków. Do ochrony zdrowia i życia kibica - trzy karetki pogotowia i osiem "ruchomych" punktów sanitarnych na stadionie. Dla prestiżu i rozgłosu - lożę i bankiet dla oficjeli, pięć rzędów na trybunie głównej dla dziennikarzy; przy każdym miejscu blat do pisania oklejony drewnopodobną tapetą. Przyjedzie m.in. "La Gazzetta dello Sport" z Włoch. Będą i przekąski. Wokół korony stadionu rozłoży się dwadzieścia firm gastronomicznych. Pani Wiesia z administracji klubu szykuje znaczki, koszulki, szaliki z barwami Milanu i Zagłębia. Po kilkaset sztuk, skromnie, żeby potem nie zalegały w magazynie. Zaproszenia poszły do: wojewodów legnickiego i wrocławskiego, biskupa diecezji legnickiej, władz Polskiego Związku Piłki Nożnej, legnickich parlamentarzystów, szefów kombinatu Polska Miedź, prezydentów i wójtów...
Policyjnym sztabem kieruje z szóstego piętra biurowca, obok stadionu, sam zastępca komendanta wojewódzkiego policji nadkomisarz Ryszard Brodziński. Na ligowy mecz wystarczy średnio sto osób do ochrony. Teraz będzie dwa, trzy razy więcej. Ile dokładnie ? - naczelnik wydziału prewencji KWP Tomasz Gosławski nie może się doliczyć. W słuchawce nie słychać radości z wielkiego wydarzenia. - Jedni mają widowisko, inni wielkie pieniądze, a my dużo roboty za nic. Nikt nie zastanawia się, ile takie imprezy kosztują państwową policję. Na policyjną głowę spadną nie tylko polscy kibice, ale również włoscy goście. Wiceprezes Zagłębia Lubin Ryszard Janeczek wraca do mediolańskich wspomnień: - Tam eskortowali nas wszędzie karabinierzy (koguty na dachu, motocykle, szyk), więc Włosi też żądają ochrony. Ale co się dziwić. W tym roku Milan na zakupy transferowe wydał 25 mln dolarów, więc niech pani policzy, jaki "majątek" będzie jechał w tych autobusach.
Radiowozy muszą obstawić lotnisko we Wrocławiu, torować Włochom przejazd do hotelu i pilnować piłkarskich gwiazd na trasie z Wrocławia do Lubina. Dyrektor organizacyjny AC Milan Umberto Gandini ze stoperem w ręku sprawdzał dwie drogi do Lubina: przez Prochowice i Środę Śląską oraz autostradą. - Bo oni nie zaryzykują, żeby drużyna przyjechała na mecz o pół godziny za wcześnie albo, nie daj Boże, utknęła w korku - tłumaczy dyrektor Zagłębia Zenon Hołówko.
Włosi naciskali, żeby mecz przenieść do innego miasta. Ale "serce zagłębiaka" - rzecz święta. Za Lubinem (90 tys. mieszkańców) ujął się wojewoda legnicki Ryszard Maraszek. Wystosował pismo do prezesa klubu Tadeusza Szeląga: "To jedyna w swoim rodzaju okazja światowej promocji województwa, wielkie święto dla dziesiątków tysięcy kibiców naszego regionu". Umberto Gandini w całym województwie nie znalazł hotelu dla swojej drużyny, więc zakwaterował ekipę we Wrocławiu. Trener Milanu Fabio Capello poskarżył się "Piłce Nożnej": - Mecz w Lubinie może być dla moich zawodników gehenną. Gramy o szalonej godzinie (13.30), a na dodatek musimy jechać blisko 100 km na stadion. - A ja się cieszę, że ich nie mam - macha ręką Ryszard Pękała, dyrektor Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Turystycznej "Piast-Tourist", do którego należy trzygwiazdkowy hotel Cuprum (330 miejsc) w Legnicy. - Chcieli, żebym na jedną noc dla 40 osób zamknął cały hotel. Restauracja nie zarobiłaby nawet na herbacie, bo przyjeżdżają ze swoim kucharzem i żywnością. Pokoje dla nich za ciasne, łóżka za krótkie, w oknach miały być ekstrazasłony, takie co nie przepuszczają hałasu i światła - jak w trumnie. Żądali sauny, gabinetów odnowy, siłowni. Byłem gotów ściągnąć łóżka do masażu, ale gdy doszło do negocjacji finansowych, zrezygnowałem, bo ja samobójcą nie jestem. Musiałbym dopłacić do tego splendoru.
Autobusy też znalazł Gandini poza Legnicą, w prywatnym biurze podróży Sindbad w Opolu należącym do międzynarodowego sędziego piłkarskiego Ryszarda Wójcika. - Wypożyczają trzy luksusowe autokary (klimatyzacja, bar, wideo i w.c.), ciężarówkę i mały bus. Ciężarówka będzie wiozła tylko bagaże. - Aż 60 wielkich pakunków! - dziwi się Iwona Izbińska z działu sprzedaży turystyki zagranicznej.
Tysiące kibiców ruszą dzisiaj do Lubina, ale lokalni przewoźnicy też nie chcą na tym zarobić. - Ile wejdzie, tyle pojedzie - zapowiada dyrektor Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Komunikacji Franciszek Łoś. - Nie będziemy jeździli na dziko, bo kibice niszczą autobusy. Ale jak ktoś zafirmuje dodatkowy kurs, proszę bardzo - zapewnia Zenon Brodkiewicz, naczelnik przewozów w legnickim oddziale PKS. Władze Lubina chciały ustawić w rynku ekran, żeby mieszkańcy za darmo obejrzeli sobie widowisko (bilety po 50, 30 i 10 złotych). Ale nic z tego nie wyszło. - Mecz na San Siro to wielkie widowisko i pieniądze: reflektory, kamery, odświętne stroje. Kibice przychodzą na stadion jak do teatru na zajmujący spektakl. Tam nikt nie traci: kibic ogląda piłkarskie gwiazdy, klub ma ogromne wpływy z biletów, a telewizja z reklam - opowiada wiceprezes Zagłębia Ryszard Janeczek.
Stadion w Lubinie długo czekał na tak wielki spektakl. W dziesięcioletniej historii zapełnił się może cztery, pięć razy. Wielka budowla góruje nad Lubinem, przesłaniając kopalniane szyby. Zafundowała ją miastu Polska Miedź w czasach gigantomanii. Wtedy kombinat budował sobie fabrykę, gdy potrzebował maszyny albo stadionu, gdy miedziowi książęta wymarzyli sobie pierwszoligową drużynę. Pod skrzydłami Miedzi klub długo żył jak pączek w maśle. Ale dostatek skończył się w 1991 roku, gdy kombinat przekształcił się w spółkę skarbu państwa, zaczął liczyć pieniądze i pozbywać się nieproduktywnego majątku. Teraz oficjalnie Miedź łączą z Zagłębiem tylko umowy promocyjne. Klub próbuje zarobić na swoje utrzymanie, prowadząc giełdę samochodową i lubiński bazar, ale wciąż tonie w długach. Wiceprezes Janeczek jest optymistą: - W ubiegłym roku mówiło się o agonii Zagłębia, groził nam spadek do drugiej ligi, na mecze przychodziło 800 osób. Ale jakoś odbiliśmy się od dna i teraz gramy w Pucharze UEFA.
Dyrektor Zagłębia Zenon Hołówko, drobny i zmęczony, siedzi za biurkiem w wielkim gabinecie na tle stylowych mebli i kolekcji proporczyków: - Kibice przychodzą na dobre mecze. Gdybym mógł kupić takiego Weaha z Milano, trybuny byłyby pełne. Ale Weah kosztuje tyle, co cały nasz klub i połowa tego stadionu. Szalikowcy tłumaczą: - Zagłębie jak Syrena, a Milan to Rolls Royce. Dwa światy.
- Ja na ligowym meczu zbieram średnio 60 starych milionów za bilety i jeszcze ludzie psioczą, że drogie - porównuje dyrektor Hołówko - a Włosi milion, półtora miliona dolarów. Na klubowych pamiątkach zarobię rocznie miliard, a pierwszoligowy klub niemiecki - pięć milionów marek. Oni za planszę na stadionie kasują kilkaset tysięcy marek, a my 20-30 starych milionów. Nie wygrywamy, bo nie mamy pieniędzy. Tu pies pogrzebany.
Milan reklamuje na koszulkach Opla, a Zągłębie - Polską Miedź. Dyrektor Hołówko i tu widzi przepaść: - Może obie firmy są podobne pod względem potencjału, ale miedź to przecież nie samochód czy proszek do prania. Który kibic prosto ze stadionu poleci do kombinatu, żeby kupić tonę metalu. A tam od razu rośnie sprzedaż w salonie samochodowym i sponsor widzi, że reklama skutkuje, więc nie żałuje pieniędzy.
Właścicielem i prezydentem AC Milan jest były premier Włoch Silvio Berlusconi, do którego należy również kilka stacji telewizyjnych. - A Zagłębie jest nasze - mówią kibice przed kopalnią Lubin. Każdy z nich czuje się współtwórcą potęgi klubu: - Przecież powstał za naszą "krwawicę". Bilety na mecz rozprowadzają związkowcy, kopalnia dopłaca połowę z funduszu socjalnego. - Nie ma na zapomogi dla rencistów, a na propagandę jest - buntuje się działacz "Solidarności".
W Zagłębiu gruchnęło, że zarząd kombinatu skróci szychtę, żeby górnicy zdążyli na stadion na godzinę 13.30. - Nie ma takiego zarządzenia - dementuje dyrektor pracowniczy Lubina Andrzej Moszczyński. - Ale niektórzy mogą wyjechać wcześniej, jak zrobią swoje i kierownik pozwoli. - Piece mają swoje prawa. Nie można dostosować produkcji do meczu, nawet z Milanem - dziwi się dyrektor Huty Miedzi "Legnica" Mieczysław Kopeć.
Mecz z Milanem mógł być w Lubinie wielkim widowiskiem i biznesem, ale budowniczowie stadionu do dzisiaj nie zamontowali tu świateł. Bez świateł nie ma telewizyjnej transmisji i wielkich dochodów z reklam, dlatego Włosi naciskali, żeby mecz przenieść do innego miasta. U siebie zawsze grają wieczorem, w blasku jupiterów i kamer. "Tu nikt nie rozumie, dlaczego rewanż odbędzie się w czasie sjesty" - pisze "Piłka Nożna". - Nie lubią grać w samo południe, więc musimy to wykorzystać. Gdybyśmy wygrali, to będziemy największą sensacją Europy - uważa bramkarz Zagłębia Mirosław Dreszer.
Prawa do transmisji pucharowych meczów Zagłębia wykupiła niemiecka firma UFA. - Wylosować najlepszą drużynę świata to było wielkie szczęście dla klubu i dla nas - opowiada Andrzej Placzyński, przedstawiciel UFA w Polsce. - Namawialiśmy działaczy klubu, żeby przenieśli mecz do Warszawy albo Poznania, bo wieczorna transmisja gwarantuje lepszych reklamodawców. Oferowaliśmy klubowi dodatkowe pieniądze [podobno pół miliona marek - dop. aut.], a lubińskim kibicom bezpłatny transport. Niestety, zwyciężyły względy społeczne. Zagłębie mogło zarobić, ale Lubin chce zobaczyć Milan na żywo. Mecz transmitować będą tylko dwie stacje: II program Telewizji Polskiej i włoska stacja Berlusconiego Rete Italia.
Koledzy szalikowca "Komara" aż czerwienieją ze złości, gdy słyszą o meczu w Warszawie.
- Bo jakże to, dla nas tylko ochłapy?
Klub próbował założyć prowizoryczne światła na jeden mecz, bo na solidną instalację potrzeba pół roku i ponad 50 mld złotych. - Pomysł był taki - opowiada Marian Markowski, członek zarządu - postawimy na stadionie dźwigi, które będą trzymały żarówy. Ale polskie przepisy nie pozwalają, żeby w zasięgu żurawia siedzieli ludzie. I klops z pomysłu. Zarząd klubu długo się namyślał, co wybrać? - pieniądze czy kibiców. - Tak było źle i tak niedobrze - tłumaczy prezes Tadeusz Szeląg. - W końcu uznaliśmy, że po meczu pieniądze szybko się rozejdą, a sympatia kibiców jest nam potrzebna na dłużej. Czasem trzeba stracić. Niech będzie święto dla kibiców!
Marian Markowski, dyrektor wydziału polityki gospodarczej w urzędzie wojewódzkim, obliczył, że gdyby Zagłębie przyjęło warunki Włochów, klub miałby utrzymanie na pół roku: - Ale my zachowujemy się jak zaściankowa szlachta, więc mamy to, co mamy.
AC Milan, czerwono-czarne barwy, uznawany jest obecnie za najlepszą drużynę świata. Tu grają: Paolo Maldini - najlepszy boczny obrońca świata, Franco Baresi - stoper, napastnicy - Dejan Savicevic i czarnoskóry George Weah, a także Roberto Baggio - jeden z najdroższych piłkarzy, wielokrotnie uznany za najlepszego w Europie. Czternaście razy Milan był mistrzem Włoch, pięć razy zdobywcą Pucharu Mistrzów, dwa razy wywalczył Puchar Zdobywców Pucharów.
Zagłębie Lubin, miedziano-biało-zielone barwy. W 1990 roku był wicemistrzem, a rok później mistrzem Polski. Od 1985 roku (z roczną przerwą) w I lidze. Trzy razy startował w pucharach europejskich. Największy sukces to zwycięstwo nad mistrzem Danii Broendby Kopenhaga (2:1) w 1991 roku. W drużynie gra m.in. Sławomir Majak, wicekról polskich strzelców w ubiegłym roku. W sobotę (23 września) trenerem Zagłębia został Andrzej Strejlau, były selekcjoner narodowej reprezentacji. Nie poprowadzi jednak Zagłębia w dzisiejszym meczu, rozpocznie pracę dopiero od czwartku.
Źródło: WANDA DYBALSKA, współpraca Grzegorz Szczepaniak / Gazeta Wyborcza
Foto: www.zaglebie.org
|