Chcesz wyrazić swoje zdanie na temat Zagłębia Lubin? Napisz artykuł, felieton lub komentarz i wyślij na adres redakcja@zaglebie.kghm.pl
Transmisja z meczów Zagłębie Lubin tylko na antenie Radia Wrocław na częstotliwości 102,3 FM.

Oni grali dla Zagłębia. Dariusz Marciniak
dodano: 03.06.09 r. kategoria: Klub
W latach jego największej świetności pytały o niego takie kluby jak Real Madryt czy Bayern Monachium. Zaś o schyłku kariery chciał go u siebie uczestnik Ligi Mistrzów, Rosenborg Trondheim. Talentem dorównywał Zbigniewowi Bońkowi. Niestety, słabości charakteru sprawiły, że nie zrobił kariery na miarę ogromnego potencjału. I, niestety, odszedł z tego świata w wieku zaledwie 36 lat…



Dariusz Marciniak kumulował w sobie ogromny potencjał piłkarski. Miał właściwie wszystko, co powinno cechować wyśmienitego napastnika. Przede wszystkim posiadał zmysł, dzięki któremu we właściwym momencie potrafił znaleźć się w polu karnym. Grał nie tylko efektownie, ale przede wszystkim efektywnie. Miał niesamowitą wydolność. Wielu jego kolegów podkreślało, że przy takim stylu bycia mieliby problemy z chodzeniem, a Darek grał w piłkę.
Marciniak, który zaczynał kopać piłkę w Stali Rzeszów, wiosną 1984 roku za trzy miliony złotych jako siedemnastolatek trafił do łódzkiego Widzewa, w którego barwach zadebiutował w ekstraklasie. Piłkarz był wówczas świeżo upieczonym brązowym medalistą Mistrzostw Europy z reprezentacją Polsku do lat 18. Z dwiema bramkami w dorobku był najlepszym strzelcem ekipy, w składzie której był późniejszy wieloletni golkiper Zagłębia, Mirosław Dreszer. Już jednak w Łodzi wiodło mu się jednak średnio - w pierwszej lidze zagrał raptem trzy mecze. Trzeba jednak dodać, że na jego pozycji grali m.in. Smolarek, Dziekanowski, Wraga. Dlatego też wiosną 1985 w ramach rozliczeń za Kazmimierza Przybysia trafił do Śląska Wrocław. Niestety na „dzień dobry” nowy nabytek trochę zabalował i jego gra w zaplanowanym sparingu nie mogła dojść do skutku. W barwach Śląska zdobył swoje dwa premierowe gole na boiskach ekstraklasy. We Wrocławiu grał przez trzy i pół roku i w tym czasie dorobił się etykietki niesłychanego talentu. Miał niesamowitą wydolność, a także świetną technikę użytkową i zmysł snajperski. Jeszcze jako gracz Śląska zadebiutował w reprezentacji Polski. Po fatalnych występach w Eliminacjach do Mistrzostw Europy z Cyprem i Grecją trener Wojciech Łazarek zdecydował się powołać młokosa na mecz z Węgrami w Budapeszcie(17.05.1987). A ten zanotował efektowny debiut - stwarzał największe zagrożenie dla gospodarzy, co sprawiło, że węgierscy obrońcy nie widzieli innego sposobu, aby go powstrzymać niż faul. W 27 minucie Marciniak po dynamicznej akcji uzyskał prowadzenie. Niestety Polska przegrała 3:5, ale młodziutki napastnik dzięki swojej wyśmienitej grze znalazł się na ustach wszystkich kibiców. Latem 1987 roku w pierwszym meczu o Superpuchar Gloria Victis Śląsk pokonał Górnika Zabrze 2:0, a oba gole strzelił właśnie Marciniak. Jesienią zagrał w dwóch meczach reprezentacji z NRD i Rumunią. W spotkaniach Eliminacjach do Mistrzostw Europy już nie zagrał - po wygranym meczu z Legią we Wrocławiu (Marciniak strzelił jedną z bramek) około godzinę później wpadł samochodem na słup ogłoszeniowy w pobliżu stadionu. Świadkowie twierdzą, że Marciniak nie powinien prowadzić auta. Wypadek był poważny, dlatego zawodnik kilka tygodni spędził w szpitalu. W przerwie zimowej pojechał z reprezentacją na tournee do Izraela. W meczu z gospodarzami doznał kontuzji i znów musiał pauzować. Sprawiał jednak problemy dyscyplinarne i latem pożegnał się ze Śląskiem. - Zdarzają się wyjątki, czyli zawodnicy o dużej tolerancji, którym w pewnym wieku alkohol przeszkadza mniej niż innym. Może taki był przypadek Wojciecha Kowalczyka. Wtedy ze Słowacją się udało. Ale zamiast gloryfikować nieprofesjonalne zachowanie kadrowiczów, przypomnijmy sobie lepiej mnóstwo piłkarzy wielkiego formatu, których alkohol zniszczył. Nie tylko ich kariery, jak w przypadku Kowalczyka, ale całe życie. Kiedy Dariusz Marciniak grał w Śląsku Wrocław, interesował się nim Real i Bayern. Zmarł na zawał w wyniku choroby alkoholowej. Uprawianie sportu i picie alkoholu to zjawiska wzajemnie się wykluczające. Da się tylko na krótką metę i z marnym skutkiem – mówił w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” profesor Jan Chmura.

Rękę do napastnika wyciągnął trener Zagłębia Lubin, Stanisław Świerk. W Lubinie Darek grał w znanych już cyklach. Po problemach z niesportowym stylem życia następowała deklaracja poprawy i oświadczenie, że Marciniak zaczyna nowy etap w swoim życiu. Następnie przez kilka tygodni można było podziwiać bardzo dobrą formę piłkarza. Do czasu. I wszystko zaczynało się od nowa. "Kółko" kręciło się coraz szybciej, a cierpliwość trenerów coraz bardziej się wyczerpywała. W 1991 roku Marciniak opuścił nasz klub. Zagrał łącznie w 32 spotkaniach, zdobył 8 bramek. To on 4 kwietnia 1990 roku w pojedynku z Ruchem Chorzów (2:1) zdobył dla Zagłębia Lubin setnego gola w Ekstraklasie. Śmiało można go uznawać za największy talent w historii naszego klubu. Niestety, talent zmarnowany.

Piłkarz wyjechał do Belgii. Początkowo grał w II - ligowym St. Truiden. Po bardzo dobrej grze przeszedł do I - ligowego Charleroi. Już w pierwszych czterech meczach strzelił trzy bramki. Później jednak odniósł kontuzję, kilka razy "zabalował" i stracił miejsce w składzie. Pograł w III RJ Wavre ligowym następnie trafił do francuskiego FC Guegnon. Tu też grał dobrze, strzelał gole i przyczynił się do awansu drużyny do I ligi. Klub jednak dokonał kilku transferów i Marciniak musiał odejść. Nieoczekiwanie w sezonie 1995/96 pojawił się w Bełchatowie. W pierwszych meczach strzelał bramki w lidze i w Pucharze Polski. Po kilku udanych meczach doznał kontuzji uderzając w dość niewyjaśnionych okolicznościach głową w ... krawężnik na ulicy. To był koniec epizodu z Bełchatowem. Darek przeniósł się do pobliskiego Radomska, gdzie grał kilka miesięcy i znów zniknął z pola widzenia. Odnalazł się w niemieckim klubie Hessen Kassel. I znów powtórzył się scenariusz - na początku Darek grał jak z nut, w 24 meczach strzelił 10 goli. Jego forma była na tyle wysoka, przyniosła mu także tyle rozgłosu, że piłkarz otrzymał propozycję gry w norweskim Rosenborg Trondheim, występującym wówczas w Lidze Mistrzów. Wyzwania nie podjął jednak sam Marciniak. Nadal zbyt frywolnie traktował swoje obowiązki. Rozpoczęła się wędrówka po klubach regionalnej ligi Niemiec - Borussia Fulda (16 meczów - 4 gole), Lok Stendahl. W sezonie 1999/2000 powrócił do Polski. Trafił do III ligowej Pomeranii Police, walczącej o awans do II ligi. Grającymi trenerami byli tam koledzy ze Śląska Zbigniew Mandziejewicz i Stefan Machaj. Zapomniany już nieco w Polsce Marciniak, jak to zwykle na początku każdego pobytu w nowym klubie, szybko strzelił kilka bramek - w tym w starciu z Lechem, a jego gol dał awans do ćwierćfinału Pucharu Polski. W trakcie rundy wiosennej Pomerania dokonała fuzji z Odrą Szczecin. W II lidze Marciniak zdobył dwa gole, ale klub spadł. Niemniej jednak wszyscy podkreślali, że Darek zmienił się, zaczął wreszcie w wieku 34 lat poważnie traktować piłkę. Po sezonie miał nawet propozycję z Górnika Polkowice, jednak trener Dragan, pamiętający wyczyny Marciniaka z czasów jego gry w Lubinie, wolał nie ryzykować. Trafił do I ligowego Stomilu. W sparingach spisywał się dobrze, ale na początku sezonu zmienił się trener i Darek stracił miejsce w składzie. Marciniak zagrał wiosną 2001 w niemieckim TSG Spockhoevel, a później pograł jeszcze w klubach z niższych lig - Pogoni Leżajsk, Skawiniance Skawina i KKS Kalisz. W tym ostatnim klubie rozpoczął pracę trenerską. Chciał uczyć młodzież i przestrzegać ich przed powtórzeniem błędów młodości. Niestety nie zdążył. Zmarł na atak serca... - To był napastnik, który miał wszystko - drybling, szybkość, znakomicie grał głową. Zupełnie nie czuł strachu przed nikim. A przede wszystkim piłka sama szukała go w polu karnym - wymienia Waldemar Prusik, były kolega ze Śląska.

Dariusz Marciniak trzydzieści razy grał w reprezentacji juniorów (8 goli), dwadzieścia cztery razy wystąpił w młodzieżówce (8 goli) , pięciokrotnie zaś w pierwszej reprezentacji. Strzelił trzydzieści bramek w Ekstraklasie (8 dla Zagłębia), osiem na zapleczu najwyższej klasy rozgrywkowej, a także trzy w lidze belgijskiej. Był uznawany za piłkarza dorównującego talentem Zbigniewowi Bońkowi. Nierzadko nie radził sobie z presją i życiem. Zmarł tragicznie, ale mimo wszystko kibice Zagłębia Lubin powinni być dumni, że w ich drużynie grał tak wielki piłkarz.

Źródło: Zagłębie Lubin SA
Foto: 90minut.pl

Ekstraklasa
10.09.2010 godzina: 17:45
Polonia Bytom
vs
KGHM Zagłębie Lubin
czytaj więcej
lp klub m p w
1 Polonia Warszawa 4 10 3
2 Jagiellonia Białystok 4 10 3
3 GKS Bełchatów 4 9 3
4 Wisła Kraków 4 9 3
5 Korona Kielce 4 7 2
6 Górnik Zabrze 4 6 2
zobacz całą tabele
Ekstraklasa
28.08.2010 godzina: 19:15
1:0
KGHM Zagłębie Lubin Arka Gdynia
   zobacz szczegóły meczu