|
|
|
|
|
|
|
|
![]() |
Oni grali dla Zagłębia. Wojciech Olszowiak |
| dodano: 15.05.09 r. | kategoria: Klub | |
![]() Postanowiliśmy odkurzyć dawny wywiad, jaki przeprowadziliśmy niegdyś z Wojtkiem, po to, aby przypomnieć sylwetkę zawodnika, który w niedzielę ze swoim Górnikiem Polkowice przyjedzie do Lubina, by stawić czoła klubowi, w którym zakochany jest od dziecka i który nadal jest najbliższy jego sercu. Na koniec zadaliśmy Wojtkowi jeszcze kilka pytań, próbując dociec, czy na przestrzeni kilku lat zmienił się jego punkt widzenia na swoją karierę. W wieku 18 lat zadebiutował w ekstraklasie, wcześniej strzelił gola swoim rówieśnikom z Anglii. Był świetnie zapowiadającym się piłkarzem, tymczasem jego kariera, z różnych powodów, nie potoczyła się tak jak powinna. Nieco ponad miesiąc temu na łamach tygodnika "Piłka Nożna" - Krzysztof Paluszek - specjalista od pracy z młodzieżą powiedział o nim: "To największy, zmarnowany talent, jaki kiedykolwiek widziałem". Czy Wojciech Olszowiak rzeczywiście definitywnie zaprzepaścił możliwość pokazania się w dorosłej piłce, czy jeszcze się odbuduje i pokaże wszystkim, na co go stać? - kilka lat temu. Poniżej zapis rozmowy z 2004 roku. Czytasz tygodnik "Piłka Nożna"? - Hmm, wiem, do czego zmierzasz (śmiech). Akurat tej wypowiedzi nie czytałem, lecz od wielu osób słyszałem, co mówił o mnie trener Paluszek. Fajnie, że trener jeszcze o mnie pamięta. W ekstraklasie zadebiutowałeś w wieku osiemnastu lat. Powoli wchodziłeś do seniorskiej piłki, ponadto regularnie grywałeś w reprezentacjach młodzieżowych. Strzelałeś bramki. Co się stało, że trener Paluszek nie może odżałować Twojej kariery? - Przede wszystkim muszę powiedzieć, że to wszystko działo się bardzo szybko. Przypomnę, że w wieku szesnastu lat wyjechałem do Wrocławia, by uczyć się i grać w tamtejszym SMS-ie. Tęskniłem jednak za rodzinnym miastem, często tutaj przyjeżdżałem. Wypożyczono mnie do polkowickiej "M" (dolnośląska liga juniorów – przyp. red.), gdzie występowałem m.in. z Marcinem Jeziornym, dzisiejszym kapitanem pierwszoligowego Górnika. Wydaje mi się, że chyba zabrakło mi doświadczenia. Byłem młody i nie na wszystko potrafiłem właściwie zareagować. W sezonie 2000/01 wystąpiłeś w meczach pucharu Intertoto przeciwko drużynie Vilash Masalli, by następnie zniknąć z wielkiej piłki na długie dwa lata. Co się z Tobą działo przez ten czas? - Przez ten okres czasu występowałem w drużynie rezerw, gdzie trenerem był pan Koszarski. Mieliśmy naprawdę silną drużynę, grali w niej Piotr Błauciak, Krzysiek Kazimierczak, Kuba Puchalski czy Tomek Wisio. Z graniem było różnie, raz grałem w pierwszym składzie, innym razem wchodziłem z ławki. Pamiętam, że ponownie do kadry pierwszego zespołu włączył mnie Stefan Majewski. Trenowałem przez jakiś czas z zespołem, lecz w ataku konkurencja była ogromna, nie miałem szans na grę. A nie miałeś żadnych propozycji z innych klubów? - Owszem, miałem, ale ja zawsze podkreślałem, że chcę grać w Zagłębiu i nie uśmiechało mi się nigdzie wyjeżdżać. Wcześniej chciała mnie Miedź Legnica, jednak im odmówiłem. Później jeden dziennikarz napisał, że nie chciałem tam iść, bo kibice by mi nie wybaczyli. Oczywiście mijało się to z prawdą. Nie grałem w Miedzi, bo sam nie chciałem. Poruszyłeś ciekawy wątek - kibice. Oni od dawna traktują Cię jak swojego. Podobno był w Twoim życiu moment, że nie wiedziałeś, co wybrać: piłka czy kibicowanie... - Poważnie? To nawet nie wiedziałem… Nie, to nie było tak. Od zawsze kibicowałem i nadal kibicuje Zagłębiu, przecież to jest mój klub. Często jeździłem na mecze wyjazdowe, nawet, gdy grałem w Zagłębiu. Z kibicowaniem wiąże się zabawna historia. Wiesz, kiedy pojechałem na pierwszy wyjazd? To Ci powiem! W wieku dziewięciu lat wyszedłem do kiosku. W klapkach. Akurat kibice jechali na mecz i jakoś zapakowali mnie do autokaru. Pojechaliśmy do Katowic, przegraliśmy bodajże 2:1. Do domu wróciłem po 23. Spodobało mi się! Wróćmy jeszcze na moment do reprezentacji Paluszka. W kadrze chyba nie zawsze grałeś w ataku? - W kadrze to ja wszędzie grałem, nawet na prawej obronie! U trenera Paluszka zawsze grało mi się dobrze, mieliśmy silną drużynę, ale i trudną grupę eliminacyjną z Norwegami i Turkami. Niestety, nie udało się awansować i kadra się rozpadła... Po rozpadzie tej drużyny w reprezentacji za wiele nie pograłeś. Dlaczego? - Dostałem jedno powołanie na zgrupowanie reprezentacji olimpijskiej, na które pojechałem z Tomkiem Wisio. Grając w IV lidze ciężko jest się pokazać, więc wypadłem z kręgu zainteresowań selekcjonera. Odkurzył Cię trener Wojno, przywracając do pierwszego zespołu. Tymczasem z występów w Ekstraklasie zapamiętano Cię głównie, ze względu na brutalny faul na Ivicy Krizanacu... - Rzeczywiście trener Wojno ponownie włączył mnie do pierwszoligowej kadry, tylko że wcześniej klub chciał mnie wypożyczyć. Na szczęście zostałem w Lubinie. Z pierwszym zespołem zacząłem trenować po powrocie chłopaków z Turcji i po kilku meczach, w skutek dość nieszczęśliwej kontuzji Grześka Nicińskiego wskoczyłem do składu. A faul na Krizanacu? Chorwat zachował się jak cwaniak. Owszem, ja owszem sfaulowałem go, ale nie nogą, lecz kolanem. Podobno w telewizji wyglądało to bardzo ostro, lecz zapewniam, że Krizanac dał popis umiejętności aktorskich. Z wyjazdem do Grodziska również wiąże się zabawna historia. Pamiętam, że moja ówczesna dziewczyna, dziś żona, jechała specjalnie na stadion, by zobaczyć mnie w akcji. Akurat wysiadała z autobusu, gdy w radiu podali "czerwona kartka dla wprowadzonego pięć minut wcześniej Wojciecha Olszowiaka". Tak, ten wyjazd nie mógł być udany(śmiech). ![]() (Faul na Kriżanacu wiosną 2003 roku. Wojciech Olszowiak wyleciał wtedy z boiska, a kto wie, jak potoczyłaby się jego kariera, gdyby nie ta sytuacja?) Czego Tobie zabrakło, aby zabłysnąć w Ekstraklasie? - Doświadczenia. Pamiętam jak wchodziłem na boisko myślałem - wszyscy na Ciebie patrzą, każdy czeka, co zrobisz. Zżerała mnie trema, wraz z pierwszym gwizdkiem spalałem się psychicznie. A jak jest obecnie? - Teraz, wraz z rozpoczęciem meczu napięcie schodzi, czuję luz psychiczny i co zrozumiałe - gra mi się o wiele lepiej. Wydawało się, że po spadku Zagłębia w sezonie 2002/03 w drugiej lidze odżyjesz. W tej klasie rozgrywkowej dominuje walka, a Tobie zaciętości nigdy nie brakowało. Co się stało, że po udanym meczu w PP w Białymstoku, najpierw wypadłeś ze składu, a później znalazłeś się w rezerwach? - Początek sezonu miałem bardzo udany. W meczu z Jagiellonią strzeliłem ładnego gola. Zagrałem także w kolejnym meczu z Arką, lecz tam było już słabiej. W trakcie spotkania doznałem kontuzji i mój występ w meczu z Aluminium stanął pod znakiem zapytania. Popełniłem błąd, bo bardzo chciałem zagrać i robiłem wszystko, by stanąć na nogi. Brałem zastrzyki przeciwbólowe i w meczu z Aluminium zagrałem. Niestety, to nie mogło dobrze wyglądać i po pierwszej połowie minutach zostałem zmieniony. Podobnie było w ligowym meczu z Jagiellonią. W zespole prowadzonym przez trenera Olarevicia panowała spora rotacja w składzie, dlatego po słabszym występie wypadłem ze składu. Nie potrafiłem się z tym pogodzić, więc trener mnie skreślił i tak wylądowałem w rezerwach. A dlaczego nie przekonał się do Ciebie trener Besek? - Przez miesiąc trenowałem z pierwszym zespołem, pojechałem nawet na obóz do Świeradowa. Niestety wypadłem z obiegu, ponieważ pod koniec obozu złapałem kontuzję łydki, która wyeliminowała mnie na dwa tygodnie z treningu. To przesądziło sprawę. Od momentu debiutu w pierwszej lidze jak bardzo zmieniło się Twoje podejście do piłki? - Do samej piłki podejście raczej się nie zmieniło, bo grę zawsze traktowałem poważnie. Uległ zmianie mój stosunek do pewnych spraw, urodziła się przecież moja córeczka Zuzia (a blisko dwa lata temu druga córka, Maja – przyp. red.)i teraz mam trochę ojcowskich obowiązków. Nie muszę jednak dodawać jak bardzo jestem szczęśliwy! A nie żal Ci straconych lat? Nie uważasz, że Twoja kariera mogła potoczyć się inaczej, może wówczas zawód Paluszka byłby mniejszy? - Czy czegoś żałuję? Na pewno w niektórych sytuacjach mogłem zachować się inaczej, czasami mówiłem o jedno słowo za dużo, co wynikało z mojego charakteru. Ale to już przeszłość. Prawdę mówiąc ja nigdy nie byłem wirtuozem piłki i z tym trzeba się pogodzić. Mogę powiedzieć jedno: cieszę się, że zrealizowałem swoje wielkie marzenie, mianowicie miałem okazję ubierać koszulkę Zagłębia Lubin. Jestem niezmiernie szczęśliwy, że mogłem grać w tym wielkim klubie, któremu wiernie kibicuję do dziś. I korzystając z okazji chciałbym serdecznie pozdrowić wszystkich tych, którzy noszą Zagłębie w sercu. *** Tyle wówczas powiedział nam Wojtek. Przed niedzielnym meczem nie odmówiliśmy sobie zadania jemu kilku pytań. Lecz nie tych dotyczących meczu, ale jego samego. Czy uważasz, że Twoja kariera mogła potoczyć się inaczej? Czy grasz na tyle, na ile pozwala Twój talent, czy po prostu swój talent zmarnowałeś? - Zacznijmy od tego, że karierę w piłce zrobił Zbigniew Boniek. Tak naprawdę nie myślę o tym co mogło być i gdzie mógłbym być. Nie mam do nikogo pretensji, że jest tak, a nie inaczej. Podobno miałem talent ale samego siebie nie powinno się oceniać. Zostawię to ocenie innych. Czy stać Cię jeszcze na to, żeby grać w zdecydowanie wyższej lidze? - Właśnie awansowaliśmy z Górnikiem do II ligi, więc siłą rzeczy zacznę grać w wyższej lidze niż aktualna trzecia. Tak naprawdę czas pokaże czy moje umiejętności pozwalają na grę w na lepszm poziomie. Choć podobno przeżywam drugą młodość (śmiech). Ja sam jestem dobrej myśli. Jak ocenisz obecny sezon w Twoim wykonaniu? Jest dobrze, super, czy mogłoby być lepiej? - Trwający jeszcze sezon jest naprawdę udany zarówno dla mnie jak i dla mojej drużyny. Mam nadzieję, że kolejne rozgrywki będą dla przebiegały w podobnym tonie Na pewno stać nas na to, żeby awansować o jeszcze jedną klasę wyżej. Jak widzisz swoją przyszłość w piłce? - Właśnie kończy mi się kontrakt w Górniku, ale wszystko jest na dobrej drodze, żebym na kolejne lata związał się z tym klubem. Nie ukrywam, że takie rozwiązanie bardzo by mnie satysfakcjonowało. Najlepszy dzień w karierze? - Już za mną. Jak dla każdego wychowanka był to debiut w barwach ukochanej drużyny w Ekstraklasie. W moim przypadku miało to miejsce 21 kwietnia 2000 roku w meczu z Pogonią Szczecin. Czy uważasz, że powrót do Zagłębia Lubin jest w Twoim przypadku możliwy? - Hm… Jest to możliwe, ale szansa na to jest taka sama jak to, że trafisz „szóstkę w totka”. Czekam na Twoją szóstkę… (śmiech) Rozmawiał: WW/Zagłębie Lubin SA Foto: gazeta.pl, ksgornik.com.pl KIM JEST WOJCIECH OLSZOWIAK?Wojtek urodził się 7 lipca 1981 roku. Grę w piłkę rozpoczął w Amico Lubin, skąd w szkole średniej przeniósł się do wrocławskiego SMS. Następie na krótki okres czasu został wypożyczony do Polkowic, grywając w zespole juniorów, choćby z Marcinem Jeziornym - obecnym kapitanem Polkowiczan. W wieku 17 lat przyszedł do Zagłębia i tam, niecały rok później - 21 kwietnia 2000 roku - zadebiutował w ekstraklasie, przeciwko Pogoni Szczecin. W drużynie seniorów pojawił się jeszcze dwukrotnie, lecz w epizodycznym wymiarze czasowym. W kolejnym sezonie pojawił się w składzie na mecze pucharu Intertoto z Vilash Masalli, strzelając nawet gola. Nie mógł jednak liczyć na regularne występy, ponieważ konkurencja w lubińskim ataku była ogromna. Z pierwszoligowej piłki znika na dwa lata... Wojtek przypomniał o swoim istnieniu dopiero w sezonie 2002/03. Wskutek plagi kontuzji w przedniej formacji Zagłębia dostał swoją szansę, lecz niestety nie wykorzystał jej za dobrze. Zagrał kilka ambitnych, ale i średnio udanych spotkań, a w pierwszoligowych kronikach zapisał się jako ten, który brutalnie sfaulował Ivicę Krizanaca, dostając czerwoną kartkę pięć minut po wejściu ma murawę. Kolejny, drugoligowy już sezon, Wojtek otworzył trafieniem w Białymstoku. Podczas następnego spotkania w Gdyni uległ drobnej kontuzji, ale za wszelką cenę chciał grać. Jego występy były mocno przeciętne, po dwóch spotkaniach wypadł ze składu, by po jakimś czasie spaść do rezerw. W IV lidze poczynał sobie bardzo udanie, strzelał bramki, m.in. zdobył pięć goli w niezwykle prestiżowym meczu przeciwko rezerwom Śląska Wrocław. Wiosną, po kilku udanych spotkaniach, zainteresował się nim trener Drażen Besek. Niestety, „Olo” nie zadomowił się na dłużej w kadrze macierzystego klubu. Obecnie Wojtek gra na chwałę Górnika Polkowice. Z powodzeniem – w tym sezonie zdobył już 17 goli i zalicza się do najlepszych strzelców ligi. Fan Roya Keane. Jest autorem najlepszego kuponu, który wisi w jednym z zakładów bukmacherskich. Szczęśliwy mąż Julii. Ma dwie córki – Zuzię i Maję. | ||
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||