|
|
|
|
|
|
|
|
![]() |
Czy pamiętasz ten mecz? Część druga |
| dodano: 14.05.09 r. | kategoria: Klub | |
![]() Spotkania Zagłębia Lubin ze Śląskiem Wrocław zawsze wzbudzały całą masę emocji wśród kibiców obu zespołów. Stawką tych spotkań były bowiem nie tylko trzy punkty, ale nieformalne miano najlepszej drużyny na Dolnym Śląsku. W połowie lat dziewięćdziesiątych górą było Zagłębie Lubin… Spośród rozegranych dwudziestu dwóch spotkań pomiędzy drużynami z Lubina i Wrocławia było kilka, które fani wspominają do dziś. Jedne z wyraźną lubością, inne z goryczą w głosie. To przecież w pojedynku ze Śląskiem Wrocław odnieśliśmy największe zwycięstwo w Ekstraklasie, po pamiętnym meczu z 26 września 1992 roku. Znacznie skromniejszym rezultatem zakończył się mecz, jaki miał miejsce w sezonie 1996/97, ale radość była niemalże identyczna jak w przypadku okazałej wygranej z sezonu 1992/93. Albowiem o losach toczonego w ekstremalnych warunkach - na śniegu, przy przenikliwym zimnie - meczu zdecydował gol zdobyty w 89 minucie przez Radosława Jasińskiego. ![]() (Piłkarze Zagłębia Lubin cieszą się z gola wbitego Śląskowi autorstwa Radosława Jasińskiego). My jednak postanowiliśmy przypomnieć wcześniejszą konfrontację, która odbyła się 31 marca 1996 roku w Lubinie. Przed tym pojedynkiem obie drużyny sąsiadowały ze sobą w środku ligowej stawki, mając dokładnie tyle samo punktów – dwadzieścia dwa – i identyczny ligowy bilans – pięć zwycięstw, siedem remisów i sześć porażek. Lubinianie zajmowali dwunastą lokatę i wyprzedzali Śląsk dzięki lepszemu bilansowi bramkowemu. Przed bezpośrednim starciem oba zespoły potraciły punkty na własnych boiskach w starciach z drużynami z Wielkopolski. Zagłębie jedynie zremisowało u siebie z Lechem Poznań 2:2, zaś Śląsk zanotował identyczny rezultat, dzieląc się punktami z Amiką Wronki. Dla naszego zespołu pozytywną informacją mógł być debiut Mariusza Piekarskiego, który premierowy występ okrasił golem. – Zespół trzeba pochwalić za walkę i ofiarność włożoną w grę, natomiast skarcić za brak koncentracji. Po zdobyciu pierwszej bramki cieszyliśmy się za długo i w konsekwencji po czterdziestu sekundach straciliśmy wyrównującą bramkę. Natomiast Piekarski musi zrozumieć, że ma pracować nie tylko na treningach pod okiem trenera, ale również we własnym zakresie, zwłaszcza nad przygotowaniem fizycznym. Jego debiut można uznać za udany – komentował trener Janusz Stańczyk. ![]() (Ostatnie wskazówki trenera Andrzeja Strejlaua tuż przed wyjściem na murawę) ![]() (Drużyna gości już gotowa do wyjścia na boisko) ![]() (Gotowa była także trójka sędziowska z głównym arbitrem na czele - Michałem Listkiewiczem) ![]() (Starcie przy linii bocznej kapitana Zagłębia, Stefana Machaja z jednym z zawodników gości) ![]() (Jeden z piłkarzy gości wykopuje piłkę i tym samym oddala zagrożenie spod bramki Śląska. Drugi z prawej zawodnik odziany w koszulkę Śląska to Romuald Kujawa, wielka gwiazda Zagłębia przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Tuż za nim strzelec pierwszego gola, Grzegorz Szeliga) ![]() (Kiepski tego dnia Jarosław Góra fauluje Zbigniewa Szczypkowskiego) ![]() (Stoper Zagłębia i jednocześnie kapitan Stefan Machaj wyprowadza futbolówkę z własnej połowy. Naciska go Józef Kostek) ![]() (Tym razem to sam Kujawa wyjaśnia sytuację pod bramką Śląska) Śląsk, który po dwuletniej przerwie w sezonie 1995/96 powrócił w szeregi drużyn Ekstraklasy, oparł swój skład na rutyniarzach doskonale znanych z gry w…Zagłębiu Lubin. Obronę trzymał w ryzach Romuald Kujawa, znakomity stoper naszej drużyny na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, który do wrocławskiego klubu trafił w 1995 roku z francuskiego AS Angoulême Charente i z tym WKS-em wywalczył promocję do najwyższej klasy rozgrywkowej. Natomiast liderem ofensywnej formacji, człowiekiem, którego gole zapewniły Śląskowi awans, był Janusz Kudyba, a więc doskonale znany naszym kibicom napastnik, który po sezonie mistrzowskim wyjechał do norweskiego Lyn. Wrócił ze Skandynawii po roku, na chwilę zakotwiczył w Lubinie, później przez sezon grał dla Bełchatowa, a od 1994 roku ubierał koszulkę Śląska. O ile jednak Kujawa po wywalczeniu pierwszoligowej promocji nadal stanowił o sile wrocławian, to już Kudyba, trapiony kontuzjami, w całym sezonie zanotował zaledwie dwanaście spotkań, w których zdobył ledwie dwa gole. WI to dopiero w ostatniej ligowej kolejce. ![]() (27 minuta meczu - Grzegorz Szeliga zaskakuje Bobela, dając nam prowadzenie) ![]() (To już druga połowa i gol wyrównujący dla Śląska autorstwa Dariusza Kasperka) ![]() (Przy piłce Zbigniew Czajkowski, który mocno dał się we znaki obrońcom WKS) ![]() (W oczekiwaniu na futbolówkę od lewej: Piekarski, Góra, Szymański, Szeliga) ![]() (Bogdan Szczęsny tym razem górą w powietrznym starciu z Czajkowskim) ![]() (Tu zaś Lewandowski "kasuje" Kostka) ![]() (Kasperek zaciekle atakuje Lewandowskiego) ![]() (Śląsk nie przebierał w środkach, co boleśnie odczuł Andrzej Szczypkowski) - O wyniku zadecyduje jedna bramka – prorokował trener Śląska, Romuald Szukiełowicz. – Zwycięstwo ze Śląskiem jest dla nas ważniejsze niż sukces w meczu z Legią. To mecz za sześć punktów – dowodził z kolei Andrzej Strejlau, prowadzący wówczas „Miedziowych”. Trener gości ostatecznie pozostawił na ławce Kudybę, decydując się na atak Jaworek – Kostek. Natomiast za napędzanie ofensywnych akcji rywali, a także za dogrywanie odpowiednich piłek do napastników miał odpowiadać inny były zawodnik Zagłębia z mistrzowskiego sezonu, Jarosław Góra. – Mam duże pretensje do Jarka Góry, że przeszedł obok meczu, nie zagrał tak jak liczyłem. Niestety, samym zdrowiem się nie wygra, zwłaszcza jak brakuje zawodników potrafiących poprowadzić grę, skonstruować akcje – mówił po spotkaniu trener Szukiełowicz. Z kolei w lubińskim zespole za nękanie obrońców gości mieli odpowiadać Szeliga i Czajkowski. Pierwszy ze swojego zadania wywiązał się znakomicie – w 27 minucie zmusił do kapitulacji Tomasza Bobela. Zaś Czajkowski wykonał sporo pożytecznej pracy, tocząc zacięte boje z obrońcami WKS. – Grało mi się wyjątkowo dobrze, mimo że wrocławscy obrońcy grali wyjątkowo ostro – stwierdził po końcowym gwizdku napastnik. ![]() (Robert Bubnowicz uprzedza zawodnika rywali) ![]() (Radosław Kałużny jeszcze przed meczem obiecał, że "będzie wszystko czyścił przed naszą bramką". Tu dotrzymuje danego słowa, wyprzedzając Janusza Kudybę) ![]() (Lewandowski w szarży na bramkę Śląska. Próbuje go dogonić Józef Kostek) ![]() (Mariusz Piekarski urywa się Bogdanowi Szczęsnemu) ![]() (Pieczołowicie pilnowany przez "Bubę" Kudyba. Były napastnik Zagłębia Lubin grał przez pół godziny, ale nie wniósł nic konstruktywnego do gry gości) Śląsk, który zupełnie przespał pierwszą połowę, w drugiej odsłonie wziął się za odrabianie strat. W 59 minucie Dariusz Kasperek nie dał szans Mirosławowi Dreszerowi. Odpowiedź gospodarzy była jednak błyskawiczna – trzy minuty później wynik spotkania ustalił Radosław Kałużny. – Zabrakło nam cwaniactwa tak jak w meczu z Amicą. Po strzeleniu wyrównującej bramki powinniśmy grać spokojnie, pozwolić Zagłębiu zaatakować, ale nie tak, by tracić gola po trzech minutach! – pieklił się Romuald Szukiełowicz. – Cieszę się z drugiej bramki w drugim meczu. Przyznaję jednak, że chciałem strzelić po ziemi w dolny róg, ale piłka troszkę zeszła mi z nogi i wpadła w „okno” – uśmiechał się po spotkaniu Radosław Kałużny, wówczas jeszcze młokos, który dopiero zdobywał uznanie w oczach kolegów z drużyny i kibiców. W tym meczu, oprócz tego, że zdobył śliczną bramkę na wagę zwycięstwa, to dodatkowo „wyłączył” z gry wspomnianego Górę. ![]() (Walka o piłkę Lewandowskiego z Górą) Trener Szukiełowicz, chcąc zmienić niekorzystny dla swojej drużyny wynik, w 60 minucie delegował na murawę Kudybę, zaś w 77 młodziutkiego wówczas rosłego napastnika Tomasza Moskala. Na próżno, Śląsk nie był bowiem w stanie po raz drugi zaskoczyć defensywy Zagłębia i Mirosława Dreszera. Goście opuszczali Lubin na tarczy. – Trudno wygrać, gdy w ciągu dziewięćdziesięciu minut meczu oddaje się dwa strzały na bramkę przeciwnika. Wprowadzenie na boisko Kudyby było nieporozumieniem. „Kudybkin” jest groźny wtedy, gdy zespół ma przewagę, gra skrzydłami, a tymczasem Śląsk ani razu nie „rzucił” ze skrzydła na pole karne Zagłębia. Z pewnością w poniedziałek w Śląsku „wybuchnie bomba”, będą kolejne roszady w składzie – dzielił się wrażeniami po meczu i jednocześnie przewidywał przyszłość Bogdan Pisz, były zawodnik Zagłębia i Śląska. Ostatecznie Śląsk rzutem na taśmę zapewnił sobie ligowy byt. W ostatnim meczu lokalni rywale pokonali zdegradowaną Stal Mielec 4:1, po dwóch golach Kudyby, jednym Góry i Jaworka. Wrocławianie utrzymali się kosztem rewelacyjnej jesienią, a beznadziejnie grającej wiosną Pogoni Szczecin. O smutnym losie „Portowców” przesądziła porażka w ostatniej kolejce z Bełchatowem. Z kolei Zagłębie Lubin na mecie sezonu 1995/96 uplasowało się na dziesiątej pozycji. OPINIE PO MECZU :Mirosław Dragan (trener Zagłębia Lubin): Miejsce w tabeli i stawka meczu dyktowały nam styl grania. Dopiero po strzeleniu drugiej bramki grało nam się trochę łatwiej i kilka razy groźnie skontrowaliśmy, ale płyta była zbyt grząska dla naszych napastników, by mogli oni skutecznie wykończyć te akcje. Trudno wyróżniać któregoś z zawodników, cały zespół zagrał ambitnie. Andrzej Strejlau (trener Zagłębia Lubin): Do meczu z Legią przystąpimy w takim samym składzie, na razie mamy za krótką ławkę, żeby dokonywać roszad personalnych. Cieszę się, że to my strzeliliśmy decydującą bramkę. Ujek siedział na ławce, ale na razie może grać 15-20 minut. Zazdroszczę Romkowi Szukiełowiczowi, że ma 22 zdrowych ludzi do grania. 31 marca 1996 roku, Lubin, I liga, 20 kolejka | ||
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||